W siatkówce tie-break to moment największych emocji. Każda piłka może zmienić wszystko. Trochę podobnie wygląda życie Martyny Piotrowskiej pełne decyzji, które trzeba podejmować szybko, często z dala od domu i bliskich.
W tej historii obok sportu jest jednak coś jeszcze ważniejszego: miłość, cierpliwość i codzienność budowana mimo kilometrów.
Między miłością a karierą
Z.T, W wielu związkach sportowych bywa tak, że to kobieta podąża za karierą mężczyzny. U was jest trochę inaczej, bo oboje jesteście sportowcami. Czy decyzje Tomka dotyczące klubów miały wpływ na twoje wybory?
M.P To jest bardzo trudne. Zawsze mam to z tyłu głowy i wiem, że Tomek też o tym myśli gdzie ja będę, gdzie będziemy mogli być bliżej siebie. Z jednej strony każde z nas chce rozwijać karierę, a z drugiej po prostu chcemy być razem. Przez pięć lat mieszkaliśmy w Bielsku i to był piękny czas, bo żyliśmy normalnie obok siebie. Później bywało trudniej. Na przykład kiedy Tomek był w Rzeszowie, a ja w Radomiu. Niby to niedaleko, ale to już nie jest to samo. Czasami kluby wiedzą, że chcielibyśmy grać w jednym miejscu, ale nie zawsze da się to pogodzić , kontrakty, warunki, różne plany. Czasem nawet zastanawialiśmy się, czy jedno z nas nie powinno skończyć kariery wcześniej. Ale ja nigdy nie chciałabym wymuszać takiej decyzji na Tomku.
I on myśli tak samo o mnie.
„Tomek jest moim spokojem”
Z.T Co w Tomku najbardziej Cię uspokaja?
M.P Jego cierpliwość. Ja tej cierpliwości nie mam aż tyle, a on ma jej chyba za nas dwoje. Ja wszystko planuję, organizuję, czasem śmiejemy się, że logistycznie układam nam całe życie. A on jest spokojny. Kiedy ja mam milion myśli naraz, on potrafi mnie wyciszyć. Jest taką moją peleryną ochronną na emocje. Najbardziej poczułam to przed wyjazdem do Turcji. Ja już panikowałam, bo za kilka dni miałam wylatywać, a przecież miałam zaplanowany cały tydzień. A Tomek tylko powiedział: „Spokojnie. Będzie ciężko, ale poradzimy sobie. Jesteśmy w tym razem”. I właśnie wtedy poczułam, że naprawdę się uzupełniamy. Nawet po kłótni .
Z.T Często mówicie sobie „kocham cię”?
M.P Tak. Nawet kiedy się pokłócimy, nie ma opcji, żebyśmy poszli spać bez powiedzenia sobie „kocham cię”.
Z.T A jak do siebie mówicie, kiedy jesteście sami?
M.P. Tomek jest dla mnie Tomciem. Czasem powiem „myszko”, ale tak naprawdę nie mam wielu zdrobnień. Za to on wymyśla ich dla mnie bardzo dużo. Co ciekawe, prawie nigdy nie mówi do mnie po imieniu.
Z.T A kłótnie?
M.P Ja jestem bardzo słaba w kłótnie. Albo Tomek mnie tak dobrze zna, że wie dokładnie, co zrobić, żeby przestała się złościć. Czasami chcę jeszcze być obrażona, patrzę na niego… i zaczynam się śmiać.
Najtrudniejszy moment , wyjazd .
Z.T Płakałaś, kiedy wyjeżdżałaś do Turcji?
M.P Bardzo. Podczas pakowania, podczas żegnania się z ludźmi w klubie, w drodze na lotnisko, na lotnisku… i w samolocie też. Ale kiedy wylądowałam w Turcji, emocje trochę opadły. Pomyślałam: „Dobra, jestem już tutaj. Teraz muszę sobie poradzić”. Wyjście ze strefy komfortu było bardzo trudne, ale wiem jedno , gdybym nie spróbowała, pewnie bym żałowała.
Ciri pies, który jest jak człowiek .
W ich życiu jest jeszcze ktoś bardzo ważny suczka pudel miniatura o imieniu Ciri.
Z.T Tęsknisz za nią?
M.P Bardzo. Temat psa pojawiał się u nas już wcześniej, kiedy mieszkaliśmy razem w Bielsku. Ale zawsze myśleliśmy, że to duża odpowiedzialność. I trochę na przekór wszystkiemu wzięłam ją wtedy, kiedy nasze drogi sportowe się rozeszły .Tomek podpisał kontrakt w Rzeszowie, a ja w Radomiu. Rozmawiam z nią, opowiadam jej o wszystkim. Czasem nawet reaguje na rozmowy przez telefon ,patrzy w ekran, jakby widziała drugą osobę. Każdy, kto ją poznaje, mówi jedno: to człowiek w ciele psa.
Z.T Co dalej? Wyobrażasz sobie życie po siatkówce?
M.P Tak, choć nie mam jeszcze konkretnego planu. Od piętnastego roku życia moje życie to tylko sport. Czasem zastanawiam się, jak wygląda zwykłe życie. Na przykład możliwość spontanicznego wyjazdu na wesele znajomych, w góry, na narty czy w ciepłe miejsce zimą. Na pewno myślimy z Tomkiem o rodzinie. Pewnie ja zakończę karierę trochę wcześniej niż on. Ale dopóki mam zdrowie i wciąż czuję emocje na boisku, chcę jeszcze trochę przeżyć tych siatkarskich przygód.
W siatkówce tie-break rozstrzyga mecz w najbardziej emocjonalnym momencie. W życiu Martyny Piotrowskiej podobnie każda decyzja, każdy wyjazd i każdy powrót to trochę jak kolejna piłka w decydującym secie. Na szczęście w tym meczu nie gra sama. ![]()
![]()