Jędrzej Gruszczyński: Siatkówka nauczyła mnie jednego. Nawet po najtrudniejszym meczu trzeba umieć wrócić do radości z życia
W siatkówce libero rzadko trafia na pierwsze strony gazet. Nie zdobywa punktów efektownym atakiem, nie kończy meczu asem serwisowym. Jego praca jest cicha, ale bez niej nie istnieje żadna drużyna. Libero czyta grę, ratuje akcje i często jako pierwszy podnosi drużynę po trudnym momencie.
Jędrzej Gruszczyński jest jednym z tych zawodników, którzy potrafią o sporcie mówić spokojnie i bez wielkich słów. W jego opowieści jest miejsce na rywalizację, ale też na refleksję o głowie sportowca, o rodzinie, o miłości i o tym, że nawet w świecie zawodowego sportu najważniejsze pozostaje zwykłe ludzkie szczęście.
Rozmawiamy o kontuzjach, presji, dzieciństwie we Wrześni, o obozach dla młodych siatkarzy i o tym, dlaczego czasem warto zatrzymać się na chwilę i po prostu cieszyć się życiem.
O głowie sportowca
Czy w sporcie zdarzają się momenty, kiedy człowiek naprawdę czuje się zagubiony?
Na pewno. Szczególnie kiedy pojawia się kontuzja. To jest taki moment, w którym nagle wszystko się zatrzymuje. Wcześniej funkcjonujesz w rytmie treningów, meczów, wyjazdów. Nagle zostajesz sam z myślami.
Na początku nie było łatwo. Najtrudniejsze jest to, że sam musisz sobie wszystko poukładać w głowie. Możesz mieć wokół ludzi, którzy mówią: spokojnie, będzie dobrze. Ale dopóki sam w to nie uwierzysz, to jest ciężko.
Szukałeś wtedy odpowiedzi?
Bardzo dużo czytałem. Sprawdzałem różne historie sportowców, którzy przechodzili podobne rzeczy. Czasami nawet za dużo czytałem w internecie. Jeśli coś mnie zabolało, od razu sprawdzałem, czy to normalne, czy ktoś miał podobnie.
To była taka potrzeba upewnienia się, że wszystko idzie w dobrą stronę.
Czułeś wtedy wsparcie?
Tak. Wiedziałem, że obok jest Wiktoria. Ona mnie zna i wie, jaki jestem. Czasem wystarczy jedno zdanie: „będzie dobrze”. I to naprawdę dużo daje.
O oczekiwaniach i presji
Czy zdarza się, że czujesz, że nie spełniasz oczekiwań?
Myślę, że każdy człowiek ma takie momenty. Żyjemy w świecie mediów społecznościowych, które pokazują bardzo mały wycinek rzeczywistości. Widzimy jedno zdjęcie, jedną akcję, jeden sukces.
A prawdziwe życie wygląda inaczej.
W sporcie to jest naturalne. Nie zagrasz każdego meczu perfekcyjnie. Nie wykonasz każdej akcji idealnie.
Najważniejsze jest to, żeby po błędzie wrócić do równowagi.
Czy jesteś dla siebie surowy?
Zdarza się. Każdy sportowiec ma w głowie taki drugi głos, który mówi: mogłeś zrobić to lepiej.
Z wiekiem człowiek uczy się jednak, że nie ma sensu się katować. Trzeba pracować nad głową tak samo jak nad ciałem.
Na siłownię chodzimy dwa albo trzy razy w tygodniu. Ale umysł też trzeba trenować.
O dzieciństwie i sporcie w rodzinie
Jędrzej wychował się we Wrześni. Sport był w jego domu czymś naturalnym.
Mama grała w koszykówkę, tata był piłkarzem i przez pewien czas kapitanem Warty Poznań.
Można powiedzieć, że byłem trochę skazany na sport śmieje się.
Latem rodzice grali w siatkówkę plażową.
Zabierali nas ze sobą. Ja i moja siostra Jagoda odbijaliśmy piłkę obok boiska. Jagoda była starsza ode mnie o dwa lata, więc szybciej zaczęła grać bardziej technicznie. Ja byłem bardziej z tych, którzy chcieli od razu atakować.
Zanim wybrał siatkówkę, próbował różnych dyscyplin.
Grałem w piłkę nożną, trenowałem koszykówkę. Dopiero w okolicach szóstej klasy podstawówki poczułem, że siatkówka to coś więcej.
Miłość do tej dyscypliny przyszła trochę później.
W gimnazjum zaczęliśmy mieć naprawdę dobrą drużynę. Rywalizowaliśmy w województwie, zaczęły pojawiać się emocje. I wtedy poczułem, że to jest coś, co naprawdę kocham robić.
O młodzieżowych mistrzostwach świata
W młodzieżowej reprezentacji Polski Jędrzej Gruszczyński zdobył mistrzostwo Europy i dwa mistrzostwa świata.
Czy takie sukcesy mogą przewrócić w głowie?
Byłem wtedy młody. I szczerze mówiąc nie byłem w tej drużynie kimś, kto grał pierwsze skrzypce. Raczej byłem częścią zespołu, który wspierał całość.
Patrząc z perspektywy czasu, uważam, że nasza drużyna dobrze sobie poradziła z tym sukcesem.
Może w jakimś stopniu komuś coś zawróciło w głowie, ale nikt się nie pogubił.
O profesjonalizmie w sporcie
W siatkarskim świecie zdarzają się historie o powrotach do hotelu o czwartej nad ranem?
Myślę, że to już nie te czasy. Dziś każdy z nas stara się podchodzić do zawodu bardzo profesjonalnie.
Jest też jeszcze jedna rzecz. Dzisiaj każdy ma w kieszeni telefon. Wystarczy jedno zdjęcie i za chwilę jesteś w internecie.
Więc nawet jeśli ktoś pójdzie dzień przed meczem do restauracji, to już musi uważać.
O grze libero
Jako junior Jędrzej Gruszczyński sięgnął po mistrzostwo Polski w siatkówce plażowej, pokazując, że jego talent nie kończy się na jednej odmianie tej dyscypliny.
Na piasku nie ma miejsca na przypadek. Tam trzeba umieć wszystko. Bronić, atakować, czytać grę i brać odpowiedzialność za każdą akcję. I właśnie tam widać było, że jest zawodnikiem kompletnym.
Dziś jego specjalnością jest przyjęcie i obrona w hali, ale fundamenty tej gry budował także na piasku.
Libero w siatkówce to specyficzna rola.
Bo niezależnie od tego, czy to parkiet, czy plaża, jedno się nie zmieniło.
Zawsze był po prostu bardzo dobry.
Nie możemy zaatakować, nie możemy zablokować przeciwnika. Jeśli źle przyjmiesz piłkę, nie masz okazji tego nadrobić.
Dlatego dla wielu libero plażówka jest przyjemną odmianą.
Na piasku możesz zrobić wszystko. Atakować, blokować, bronić.
O drużynie
W drużynie InPost CHKS Chełm ważną rolę odgrywa kapitan.
Mariusz Marciniak
Mariusz jest bardzo odpowiedzialnym kapitanem. Jako chełmianin czuje dodatkową więź z klubem i miastem.
Drużyna może na niego liczyć nie tylko na boisku.
–Jeśli ktoś potrzebuje pomocy w zwykłych sprawach organizacyjnych w mieście, zawsze można się do niego zwrócić.
O radości z życia
Czy jesteś szczęśliwy?
Myślę, że tak.
Sport nauczył mnie jednego. Nie można uzależniać całego swojego życia od jednego meczu. Oczywiście każdy chce wygrywać. Ale nawet po przegranym meczu świat się nie kończy.
Trzeba umieć wrócić do równowagi.
O przyszłości
Po zakończeniu kariery Jędrzej Gruszczyński chciałby pozostać przy sporcie.
Organizuje obozy siatkarskie dla dzieci we Wrześni.
Przyjeżdża ponad pięćdziesiąt dzieciaków z całej Polski. Mamy trenerów, dietetyka, psychologa. Chcemy przekazywać nie tylko wiedzę siatkarską, ale też wartości.
Bo sport uczy rzeczy, które przydają się w życiu.
Odpowiedzialności za zespół, radzenia sobie z porażką, pracy pod presją.
Nie wszystkie dzieci zostaną zawodowymi siatkarzami.
Ale każde może wynieść z tego coś ważnego.
Na koniec
Jędrzej Gruszczyński nie mówi wielkich słów. Nie buduje legendy wokół własnej kariery.
Mówi raczej o pracy, o codzienności i o tym, że sport to tylko część życia.
Może właśnie dlatego jego historia brzmi tak wiarygodnie.
Bo w świecie pełnym presji i wyników wciąż potrafi znaleźć miejsce na coś prostego.
Radość z gry.
Radość z życia.
Na końcu tej historii nie ma spektakularnego ataku, który kończy mecz. Nie ma też jednego momentu, który wszystko zmienia. Jest coś znacznie ważniejszego. Spokój.
Bo kiedy gasną światła hali, kiedy kończy się mecz i emocje opadają, zostaje to, co naprawdę buduje człowieka. Ludzie.
Wiktoria, która była obok, kiedy było najtrudniej. Która nie potrzebowała wielkich słów, żeby dać poczucie, że wszystko się ułoży.
Siostry, z którymi od dzieciństwa dzielił nie tylko piłkę, ale też codzienność, rywalizację i wsparcie, które nie znika z czasem.
Rodzice, którzy pokazali, że sport to nie tylko wynik, ale przede wszystkim droga i wartości.
To oni są fundamentem. Tym, do czego się wraca po każdym meczu. Po każdej wygranej i po każdej porażce.
Bo w świecie, w którym wszystko potrafi zmienić się w jednej chwili, rodzina pozostaje stała.
I może właśnie dlatego Jędrzej Gruszczyński potrafi zachować spokój.
Bo wie, że najważniejsze mecze w życiu nie kończą się na tablicy wyników.