Jeszcze kilkanaście lat temu Polacy sami masowo wyjeżdżali za granicę. Do Anglii, Niemiec, Holandii i Norwegii. Szukaliśmy lepszego życia, edukacji, pracy i bezpieczeństwa. Chcieliśmy być traktowani z szacunkiem. Chcieliśmy normalności.
Dzisiaj wielu Europejczyków mówi o wolności podróżowania, otwartych granicach i prawie do życia tam, gdzie człowiek chce. Ale gdy podobne marzenia mają ludzie z Afryki, Azji czy Bliskiego Wschodu, nagle pojawia się strach, agresja i język pogardy.
Burza wokół studentów z Afryki w Lublinie pokazała coś bardzo niepokojącego. Wystarczyło kilka wyrwanych z kontekstu wypowiedzi, aby internet zalała fala nienawiści. Nie wobec przestępców. Nie wobec ludzi łamiących prawo. Wobec studentów. Młodych ludzi, którzy przyjechali się uczyć.
To właśnie oni często zostawiają w Polsce ogromne pieniądze, rozwijają uczelnie, budują kontakty międzynarodowe i współtworzą rozwój miasta. Lubelskie uczelnie powiedziały to jasno: zagraniczni studenci są ważną częścią społeczności akademickiej.
A jednak część polityków i internetowych komentatorów postanowiła zbudować na tym strach. Bo strach dobrze się sprzedaje. Łatwo wzbudzić emocje hasłami o „zasiedlaniu miasta cudzoziemcami”. Trudniej powiedzieć prawdę: większość tych ludzi po studiach wraca do swoich krajów albo wyjeżdża dalej.
Najbardziej niepokoi jednak coś innego.
Ci sami ludzie, którzy dziś krzyczą o „obcych”, bardzo często sami korzystają z wolności podróżowania po Europie. Chcą pracować, gdzie chcą, kupować mieszkania, gdzie chcą, i żyć, gdzie chcą. Chcą, aby Polacy byli mile widziani za granicą.
Ale gdy ktoś inny chce studiować w Polsce, nagle słyszy:
„Wracaj do siebie”.
To nie jest patriotyzm.
To nie jest troska o bezpieczeństwo.
To zwykła hipokryzja ubrana w polityczne hasła.
Europa została zbudowana na idei wolności, wymiany kulturowej i współpracy. Oczywiście każde państwo ma prawo kontrolować migrację i dbać o bezpieczeństwo obywateli. Ale czym innym jest rozsądna polityka migracyjna, a czym innym szczucie ludzi tylko dlatego, że mają inny kolor skóry czy pochodzą z innego kontynentu.
Najgorsze jest to, że język pogardy zawsze działa tak samo. Najpierw odczłowiecza. Potem dzieli społeczeństwo. A na końcu zatruwa debatę publiczną do tego stopnia, że człowiek przestaje widzieć w drugim człowieku człowieka.
Dzisiaj celem są studenci z Afryki.
Wczoraj byli nim Ukraińcy.
Jutro może nim być każdy, kto myśli inaczej.
Można mieć różne poglądy na temat migracji. Można dyskutować o granicach, polityce państwa czy bezpieczeństwie. Ale nie wolno budować popularności na nienawiści.
Bo słowa naprawdę mają znaczenie.
Słowa budują.
Ale słowa potrafią też niszczyć ludzi.
I być może właśnie dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy przypomnienia jednej prostej zasady:
Człowieczeństwo nie ma koloru skóry.