Kiedy mówimy o dzieciach, bardzo często na myśl przychodzi nam dr Janusz Korczak. Lekarz, pedagog, pisarz, wychowawca i jeden z najważniejszych obrońców praw dziecka. Człowiek, który wyprzedził swoją epokę, bo w czasach, gdy od dzieci oczekiwano przede wszystkim posłuszeństwa, on mówił o ich godności, uczuciach, potrzebach i prawie do szacunku.
Korczak nie patrzył na dziecko z góry. Nie widział w nim kogoś „mniejszego”, mniej ważnego, bez prawa do własnego zdania. Przypominał dorosłym, że dziecko jest człowiekiem już teraz, a nie dopiero wtedy, gdy dorośnie. Ma swoje lęki, marzenia, pytania, smutki i radości. Ma prawo być wysłuchane.
To właśnie dlatego jego myśl wraca szczególnie mocno w Dniu Dziecka. Bo to święto nie powinno być tylko dniem prezentów, festynów i kolorowych balonów. Powinno być także dniem refleksji nad tym, jak my, dorośli, naprawdę traktujemy dzieci.
Zazwyczaj w Dniu Dziecka myślimy o najmłodszych bardzo ciepło. Organizowane są festyny, koncerty, zabawy, konkursy. Są prezenty, słodycze, uśmiechy, zdjęcia i życzenia. Słowem: tego jednego dnia jako dorośli zauważamy dzieci, doceniamy je i próbujemy sprawić, by poczuły się ważne.
Ale dlaczego tak rzadko robimy to na co dzień?
Dlaczego nasze największe skarby tak często traktujemy przedmiotowo? Dlaczego wciąż w wielu domach, szkołach i rozmowach pokutuje stare powiedzenie: „dzieci i ryby głosu nie mają”? Jak bardzo wybiórcza bywa nasza dorosła pamięć. Przecież nikt z nas nie urodził się mądry, dojrzały i gotowy na życie. Każdy dorosły był kiedyś dzieckiem. Każdy czegoś się bał. Każdy czegoś nie rozumiał. Każdy chciał być wysłuchany.
Lekceważący ton. Rozkazujący głos. „Masz zrobić, bo tak mówię”. „Nie dyskutuj”. „Nie przesadzaj”. „Dorośniesz, to zrozumiesz”. Czy naprawdę tak trudno zauważyć, że młodzi ludzie chłoną te zachowania jak gąbka? Że uczą się od nas nie tylko słów, ale także sposobu mówienia, reagowania, okazywania szacunku albo jego braku?
To jeden z największych błędów dorosłości: zapomnieć, że samemu było się kiedyś dzieckiem.
Dziecko, które jest wysłuchane, uczy się słuchać. Dziecko, któremu tłumaczymy, uczy się rozumieć. Dziecko, które traktujemy z szacunkiem, będzie wiedziało, czym jest szacunek. Ale dziecko upokarzane, uciszane i lekceważone bardzo często przeniesie ten sam język dalej. Do szkoły, do relacji, do dorosłego życia.
Dziś, w Dniu Dziecka, warto więc zatrzymać się na chwilę i zadać sobie proste pytanie: jak ja, będąc dzieckiem, chciałem, żeby dorośli ze mną rozmawiali?
Czy chciałem krzyku? Czy chciałem rozkazów? Czy chciałem być zbywany? A może chciałem, żeby ktoś uklęknął obok, spojrzał mi w oczy i spokojnie powiedział: „rozumiem”, „wytłumaczę ci”, „pomogę”, „jestem przy tobie”?
Janusz Korczak zostawił nam jedną z najpiękniejszych lekcji o dzieciach:
„Dziecko chce być dobre. Jeśli nie umie, naucz. Jeśli nie wie, wytłumacz. Jeśli nie może, pomóż.”
Może właśnie dziś warto tę lekcję odrobić. Nie tylko od święta. Nie tylko 1 czerwca. Ale codziennie.