Zakaz telefonów w szkołach. Zamiast wychowywać, znowu zakazujemy

Zoria
7 min. czytania

Od 1 września 2026 roku uczniowie szkół podstawowych nie będą mogli korzystać z telefonów komórkowych na terenie szkoły. Zakaz obejmie również przedszkola, a szkoły ponadpodstawowe będą musiały ustalić własne zasady.

- Reklama -

No i proszę. Kolejny problem polskiej edukacji właśnie został rozwiązany.

- Reklama -

Nie brak nauczycieli, nie przeładowane podstawy programowe, nie korepetycje, bez których coraz trudniej przejść przez kolejne etapy nauki. Nie zmęczenie dzieci, chaos organizacyjny ani lekcje prowadzone w sposób, który skutecznie usypia nawet najbardziej ambitnych uczniów.

Największym wrogiem szkoły okazał się telefon.

Zabierzemy go uczniowi i wszystko wróci na właściwe tory. Dzieci zaczną słuchać, nauczyciele odzyskają autorytet, wyniki się poprawią, a na korytarzach zapanują cisza, skupienie i wzajemny szacunek.

Naprawdę?

Państwo znów wie najlepiej

Telefon podczas lekcji może przeszkadzać. To oczywiste. Uczeń nie powinien oglądać filmów, pisać wiadomości, grać ani nagrywać kolegów i nauczycieli bez ich zgody. Prowadzący zajęcia powinien mieć prawo powiedzieć: telefon wyciszony, schowany do plecaka i wracamy do pracy.

Tylko czy naprawdę do wprowadzenia tak prostej zasady potrzebna jest ustawa?

Po raz kolejny zamiast wychowywać, tłumaczyć i wymagać, państwo wybiera rozwiązanie najprostsze. Zakaz.

Nie umiemy nauczyć odpowiedzialnego korzystania z technologii? Zabierzmy technologię.

Nie umiemy zainteresować ucznia lekcją? Odbierzmy mu wszystko, co może odciągnąć uwagę.

Nie umiemy wyegzekwować szkolnych zasad? Zapiszmy je w ustawie.

Telefon staje się winny wszystkiemu, bo znacznie łatwiej walczyć z urządzeniem niż z prawdziwymi problemami polskiej szkoły.

Szkoła ma przygotowywać do życia

Telefon nie zniknie z życia ucznia po opuszczeniu szkolnego budynku. Będzie z nim w domu, autobusie, na ulicy, podczas spotkań z przyjaciółmi, a później także w pracy.

Szkoła powinna więc uczyć, jak z tego urządzenia korzystać odpowiedzialnie. Kiedy można po nie sięgnąć, a kiedy należy je odłożyć. Jak weryfikować informacje. Jak chronić prywatność. Dlaczego nie wolno nagrywać innych bez ich wiedzy. Jak nie dać się uzależnić od powiadomień, rolek i ciągłego sprawdzania ekranu.

Zakaz niczego z tego nie nauczy.

Uczeń odda telefon rano, odbierze po lekcjach i natychmiast wróci do swoich przyzwyczajeń. Być może nawet z jeszcze większą ochotą, nadrabiając kilka godzin bez dostępu do internetu.

Czy naprawdę o to chodzi w edukacji?

A nauczyciele odłożą swoje telefony?

Jestem też gotowa założyć się, że po wejściu nowych przepisów nadal będą nauczyciele, którzy podczas lekcji zerkną na ekran. Sprawdzą, czy przyszedł SMS, kto dzwonił albo ile czasu zostało do dzwonka.

Uczeń ma telefon schować, oddać albo zostawić w wyznaczonym miejscu. Dorosły stojący przed klasą nadal będzie mógł mieć urządzenie pod ręką.

Oczywiście nie dotyczy to wszystkich nauczycieli. Wielu pedagogów wykonuje swoją pracę z ogromnym zaangażowaniem, potrafi zainteresować uczniów i daje im przykład własnym zachowaniem.

Właśnie przykład jest tutaj najważniejszy.

Trudno wymagać od młodego człowieka, aby nie zerkał na telefon, jeżeli robi to nauczyciel. Jeszcze trudniej mówić o szacunku do zasad, gdy jedna grupa ma być surowo kontrolowana, a druga sama decyduje, kiedy zasady jej dotyczą.

Dzieci nie wychowuje się ustawami. Dzieci wychowuje się przede wszystkim przykładem.

Szkolna przechowalnia drogich urządzeń

Dyrektorzy będą mogli tworzyć miejsca przechowywania telefonów. Brzmi porządnie i organizacyjnie. Telefon do szafki, skrzynki albo specjalnego depozytu. Po lekcjach odbiór i wszyscy są zadowoleni.

Do pierwszego zagubionego albo uszkodzonego urządzenia.

Współczesne telefony kosztują często kilka tysięcy złotych. Kto będzie odpowiadał, gdy urządzenie zniknie, zostanie uszkodzone albo przez pomyłkę trafi do innego ucznia?

Szkoła? Dyrektor? Nauczyciel? A może rodzic, który pozwolił dziecku przynieść telefon?

Łatwo napisać w ustawie, że urządzenia można odkładać w wyznaczonym miejscu. Znacznie trudniej później rozwiązywać spory, oglądać nagrania z monitoringu, ustalać odpowiedzialność i tłumaczyć rodzicom, dlaczego telefon ich dziecka ma pęknięty ekran.

Zamiast uczyć, szkoła może więc zacząć prowadzić przechowalnię drogich urządzeń elektronicznych.

Najłatwiej zakazać

Nie twierdzę, że uczniowie powinni swobodnie korzystać z telefonów podczas lekcji. Nie powinni. Smartfon schowany w plecaku i wyciszony na czas zajęć to rozsądna i zrozumiała zasada.

Ale czym innym jest porządek podczas lekcji, a czym innym przekonanie, że kolejny ustawowy zakaz rozwiąże problem braku koncentracji, uzależnienia od ekranów i kryzysu autorytetu szkoły.

Nie rozwiąże.

Uczeń nie zacznie nagle słuchać tylko dlatego, że nie ma przy sobie telefonu. Jeżeli lekcja jest nudna, będzie patrzył przez okno, rysował po zeszycie, rozmawiał z kolegą albo po prostu odpłynie myślami.

Telefon jest tylko jednym z objawów. Nie jest źródłem wszystkich problemów.

Najpierw przykład

Nowe przepisy mogą mieć sens tylko wtedy, gdy zasady będą jasne, rozsądne i jednakowe dla wszystkich.

Skoro uczniowie mają odkładać telefony, nauczyciele również nie powinni bez ważnego powodu korzystać z nich podczas lekcji. Skoro szkoła wymaga skupienia, sama musi pokazać, jak ono wygląda. Skoro mówi o odpowiedzialności, nie może wychowywać wyłącznie nakazami i zakazami.

Bo młodzi ludzie doskonale widzą każdą sprzeczność.

Widzą nauczyciela, który zabrania korzystania z telefonu, a chwilę później sam sprawdza wiadomość. Widzą dorosłych, którzy podczas rozmowy patrzą w ekran. Widzą rodziców, którzy wymagają od nich odłożenia smartfona, sami nie wypuszczając go z dłoni.

I potem dziwimy się, że kolejne zakazy nie działają.

Telefon precz. A co z resztą?

Od 1 września telefon ma zniknąć ze szkolnych korytarzy i sal lekcyjnych. Być może będzie ciszej. Być może część uczniów zacznie więcej ze sobą rozmawiać. Być może nauczycielom rzeczywiście łatwiej będzie prowadzić zajęcia.

Ale nie udawajmy, że właśnie naprawiliśmy polską edukację.

Nie naprawiliśmy przeładowanych programów. Nie przywróciliśmy nauczycielom autorytetu. Nie nauczyliśmy dzieci odpowiedzialnego korzystania z technologii. Nie sprawiliśmy też, że wszystkie lekcje nagle staną się interesujące.

Po prostu wprowadziliśmy kolejny zakaz.

Najłatwiej powiedzieć: telefon precz.

Znacznie trudniej sprawić, żeby uczeń sam zrozumiał, dlaczego czasami warto go odłożyć.

A przecież właśnie tego powinna uczyć szkoła.

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy