
Przez lata patrzyłem na siatkówkę z kilku perspektyw ,zawodnika , nauczyciela , trenera
a dziś obserwatora z boku parkietu. Wiem, jak wyglądają emocje pod siatką, jak pachnie szatnia po pięciosetowym boju i jak boli cisza po przegranym meczu . Wiem, jak długo
w głowie wraca ostatnia akcja i jak trudno zasnąć po meczu, który miał smakować złotem Mistrzostw Polski .Ale wiem też coś jeszcze . Prawdziwy obraz siatkarza nie kończy się wraz z ostatnim gwizdkiem. Halogeny oświetlające boisko pokazują wyskok, dynamikę, reakcję po punkcie. Pokazują siłę i emocje. Nie pokazują jednak zmęczenia po podróży, rozmów z dziećmi przez telefon, odpowiedzialności, która czeka w domu, ani ciszy w hotelowym pokoju po porażce. Dlatego w tym cyklu chcę przedstawić sylwetki siatkarzy inaczej. Nie przez pryzmat tabeli, procentów przyjęcia czy liczby asów serwisowych. Chcę pokazać ludzi, mężów, ojców, synów. Z ich spokojem, dojrzałością, wątpliwościami i codziennością, która nie mieści się w statystykach. Bo sport buduje charakter. Ale to życie poza boiskiem pokazuje, kim naprawdę jest zawodnik.
Zaczynam od historii człowieka, który na parkiecie jest herosem stabilności, a poza nim kochającym mężem i ojcem, dla którego fundament zawsze zaczyna się w domu. Paweł Rusin nie należy do grona zawodników, którzy przyciągają uwagę warunkami fizycznymi. Nie mierzy dwóch metrów, nie imponuje „zasięgiem z kosmosu”. A jednak od lat udowadnia, że w siatkówce równie ważne jak centymetry są timing, czytanie gry i głowa.
Przyjmujący, który swoją markę budował konsekwencją. Zawodnik, który nie pojawił się w lidze jako objawienie jednego sezonu, lecz wypracował swoją pozycję systematycznością. Swoją drogę budował etapami , od mniejszych ośrodków, przez projekty walczące o stabilizację, po grę na najwyższym poziomie.
Były lata spędzone w Sanoku, zakończone awansem do I ligi. Był Lublin , czas budowania klubu. Był Radom gdzie były dwa sezony walki o utrzymanie i mecze, w których trzeba było grać pod presją.
Dziś jako zawodnik CHKS Chełm jest jednym z tych elementów, które budują konstrukcję zespołu. Nie zawsze jest najbardziej efektowny, ale często najważniejszy.
Bo kiedy Paweł Rusin stoi w linii przyjęcia, drużyna oddycha spokojniej.
W Chełmie wiedzą, że mają zawodnika, który daje coś więcej niż punkty, daje stabilność.
A w sporcie stabilność jest walutą bezcenną.
Głowa
Kiedyś był bardziej impulsywny. Lubił pod siatką wejść w dialog, sprowokować, podgrzać atmosferę. Dziś już nie musi.
,,Trudno wyobrazić mi sobie coś, co mogłoby mnie wyprowadzić z równowagi.”
Daniel Gąsior z którym grał w Radomiu określił Go jako „gościa bez psychiki”.
W jego przypadku to komplement. Zero paniki. Zero teatralnych reakcji. Skupienie na najbliższej akcji.
Nie stresuje go hala. Nie paraliżuje presja.
,,Nie wiem, może źle to zabrzmi ale to tylko sport. Nikt z tego powodu nie umarł.”
W tych słowach jest dystans, który buduje siłę.
To różnica między zawodnikiem, który chce coś udowodnić, a takim, który wie, kim jest.
Droga
Nie opowiada o „magii trybun”. Nie celebruje przesadnie zwycięstw.
Siatkówka to jego pasja, ale też zawód. Obowiązek wykonany najlepiej, jak się da. Zmęczenie?
Norma. Mikrourazy? Element
gry.
Transferowe rozmowy zaczynające się w listopadzie?
,,Rzeczywistość tej branży”.
I może właśnie dlatego w Chełmie mogą mówić o szczęściu.
Bo mają zawodnika, który nie potrzebuje fajerwerków, by być filarem. W szatni takich ludzi ceni się najbardziej.
Każdy wolny dzień prowadzi do domu.
Gdy tylko pojawia się wolne -kierunek jest jeden: rodzinne strony.
,,Każdy wolny dzień spędzamy blisko rodziny. Dla dzieci to kontakt z dziadkami, znane podwórko, poczucie stałości.”
Dla niego to reset. Bo kiedy pytasz, kim jest poza boiskiem, odpowiada bez wahania:
,,Mężem i ojcem.”
I do tego wraca jak do punktu odniesienia. Stres, przeprowadzki, nowe kontrakty ,wszystko filtruje przez rodzinę.
Idealny scenariusz?
,,Grać w rodzinnym mieście, podpisać siedmioletnią umowę i nie zmieniać adresu co sezon.”
Rzeczywistość sportu bywa inna. Ale jedno jest pewne.
,,Po zakończeniu kariery wrócę w rodzinne strony. Bo dom to fundament.”
Cisza po 21:00
Wieczorami, gdy dzieci zasną, z żoną oglądają „Na Wspólnej”. Zwykły serial, zwykły rytuał.
Ze starszym synem – Mario Bros na konsoli. Bez pośpiechu, bez analizy meczu.
,,Patrzeć, jak moi chłopcy się rozwijają – to daje mi największą radość.”
W tej zwyczajności jest jego prawdziwa siła.
Nie boi się końca
Nie boi się porażek.
Nie boi się zakończenia kariery.
,,Wiem że to etap.”
Ma nawet plan na coś zupełnie nowego
,,Chcę nauczyć się jeździć na nartach albo snowboardzie.”
Na razie nie może.
W kontrakcie ma zapis zakazujący takich aktywności. Ryzyko kontuzji jest zbyt duże. Ale kiedyś przyjdzie moment, gdy zamiast rozbiegu do ataku, będzie pierwszy zjazd ze stoku. Może zapamiętają go jako „tego mniejszego, wyskakanego gościa, który pokazał, że się da”.
W Chełmie zapamiętają coś więcej. Zawodnika, który dawał drużynie spokój. Człowieka, który wiedział, że fundament jest w domu.
Heros?
Tak ,na boisku.
Troskliwy mąż i ojciec? Jeszcze bardziej. I może właśnie dlatego jedno z drugim tak dobrze się łączy.
Wspaniały zawodnik InPostu CHKS Chełm