Zapasy i początek w Chełmie.
Miałem pisać o samym początku, ale tyle anegdot i ciekawostek wypłynęło z rozmów, że ta historia nie chce być suchą kroniką. Wysłuchałem opowieści Janusza Golika , człowieka, który zna mnie od pięćdziesięciu lat i dziś przekazuję je dalej.
To będzie historia opowiedziana jego wspomnieniami, pełna retrospekcji i nostalgii. Powrócą obrazy pierwszych treningów, zapach maty, emocje debiutów i ludzie, bez których ta droga nigdy by się nie zaczęła.
Bo czy można przemilczeć historię o prekursorze strajku okupacyjnego?
O trenerze, który siadał na gałęzi drzewa rosnącego naprzeciwko sali, by uniknąć aresztowania przez milicję, a stamtąd prowadził zajęcia? Z wysokości wydawał polecenia, a zapaśnicy trenowali, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.
I czy można nie wspomnieć o podwórku, które miało swoich stałych bywalców , chłopaków trenujących opróżnianie butelki z tanim winem z równą systematycznością, z jaką inni doskonalili rzuty i chwyty?
Przestrzeń wspólna, rzeczywistość surowa. Zapasy i życie toczyły się obok siebie, czasem niemal na tej samej ławce.
Ja dziś nie tworzę legendy. Ja ją przekazuję. Wysłuchałem opowieści założyciela i niestrudzonego pasjonata Janusza Golika. Jego wspomnienia są żywe, pełne detali, napięcia i ironii, którą przynosi dopiero czas.
Jestem tylko kronikarzem tych chwil ,drugim ogniwem w łańcuchu pamięci.
On przeżył tamte dni. Ja je zapisuję, by nie zniknęły. Bo z takich historii rodzi się charakter: upór silniejszy niż strach, wspólnota silniejsza niż warunki i wiara, że trenować można wszędzie nawet wtedy, gdy świat wokół ma zupełnie inne priorytety.
Dzisiaj w obliczu sporu o budowę Wschodniego Centrum Zapasów ta opowieść ma zupełnie nowy wymiar….
Zapis rozmowy już jutro. Tylko na wschodni24.pl