„Moje największe oparcie”

3 min. czytania

Są tacy sportowcy, którzy od początku kariery idą szeroką autostradą. I są tacy, którzy latami jadą bocznymi drogami, często pod wiatr, bez gwarancji, że kiedykolwiek zobaczą tablicę z napisem „meta”. Jędrzej Goss należy do tej drugiej grupy.

- Reklama -

Nie jest zawodnikiem, który buduje swoją markę w mediach społecznościowych. Wylogował się z Facebooka, bo jak mówi dla własnego BHP.

- Reklama -

Instagram? Trzy posty rocznie. TikToka nie ma. Woli spacer do Parku Unii Europejskiej w Chełmie niż scrollowanie komentarzy po meczu.

Woli rozmowę z żoną przy niedzielnym, „wypasionym” śniadaniu niż publiczne deklaracje do mikrofonu. A jednak to właśnie on, debiutując w PlusLidze niemal po trzydziestce, stał się jednym z symboli cierpliwości i konsekwencji. Latami słyszał, że jest „za dobry na drugą ligę, za słaby na pierwszą”. Później ,że jest solidny, ale nie spektakularny.

Dziś mówi wprost: możliwość rywalizacji z zawodnikami z olimpijskimi medalami traktuje jak nagrodę od losu. Nie paraliżuje go to. Przeciwnie daje siłę. Jędrzej nie opowiada o swojej drodze jak o historii walki z całym światem. Nie dramatyzuje.

Mówi spokojnie:       „Niczego bym nie zmienił”.

Każdą decyzję dobrą czy złą traktuje jak materiał do analizy. Nie rozpamiętuje. Wyciąga wnioski. I idzie dalej.

Ale ta opowieść nie jest tylko o siatkówce. To także historia chłopaka ze szkoły muzycznej w Łodzi, który przypadkiem trafił na halę. Mężczyzny, który po ślubie mówi o większej odpowiedzialności, a żonę nazywa „ największym oparciem”. Sportowca, który w wolny dzień czyta kryminały, śledzi żużlowe Grand Prix i planuje z wyprzedzeniem wspólne weekendy, bo w tygodniu z żoną… po prostu się mijają.

To rozmowa o cierpliwości, o byciu drugim atakującym i wchodzeniu wtedy, gdy drużyna potrzebuje impulsu. O kibicach, którzy musieli nauczyć się, że w PlusLidze nie przychodzi się oglądać zwycięstwa, tylko mecz i walkę o zwycięstwo. O relacjach, które w szatni budują coś więcej niż tabelę.

To wywiad o dojrzewaniu. O odpowiedzialności. I o tym, że prawdziwe zwycięstwo nie zawsze mierzy się medalem  czasem mierzy się drogą, którą się przeszło. A ta droga w przypadku Jędrzeja wciąż trwa. Już jutro dalsza część opowieści o chłopaku ,który wciąż ma w sobie ogień….

Udostępnij ten artykuł
Jeden komentarz