BOGDANKA VOLLEY CUP 2026. SIATKARSKIE ŚWIĘTO W LUBLINIE, JAPOŃSKA GORĄCZKA I PIERWSZE WNIOSKI PRZED SEZONEM

14 min. czytania

Zielony Trener relacja i analiza pierwszego dnia turnieju

Do Lublina jechałem z ekscytacją. Nie tylko dlatego, że piąta edycja Bogdanka Volley Cup zapowiadała się znakomicie pod względem sportowym. Przede wszystkim dlatego, że po kilku miesiącach przerwy znów miałem poczuć atmosferę, którą trudno opisać komuś, kto nigdy nie był w hali Globus podczas wielkiego siatkarskiego widowiska. A pierwszy dzień turnieju? Potwierdził, że Lublin stał się jednym z najważniejszych miejsc na siatkarskiej mapie Europy. I nie chodzi wyłącznie o wyniki.

- Reklama -

Zakochałem się w tej atmosferze. I wcale się tego nie wstydzę

Hala Globus nie była dla mnie miejscem nieznanym. W ubiegłym sezonie miałem okazję oglądać z bliska wszystkie domowe mecze fazy play-off Bogdanki LUK Lublin. Obserwowałem zawodników, trenerów, kibiców, ale przede wszystkim tę niezwykłą więź, która powstała między drużyną a trybunami.

- Reklama -

I przyznam się bez bicia że zakochałem się w tym, co tam zobaczyłem.

Nie jako bezkrytyczny kibic. Raczej jako sympatyk siatkówki, który od wielu lat próbuje patrzeć na nią również przez pryzmat taktyki, techniki i organizacji gry.

Pozwolę sobie w tym miejscu na małą dygresję. Pierwszej profesjonalnej analizy taktyczno-technicznej dokonałem w 1997 roku, pisząc pracę dyplomową poświęconą igrzyskom olimpijskim w Atlancie i występowi reprezentacji Polski.

Minęło niemal trzydzieści lat.

Dlatego, choć zapewne nie wszystkim się to spodoba, pozwolę sobie od czasu do czasu używać wobec siebie określenia „ekspert”. Nie dlatego, że wiem wszystko. Wręcz przeciwnie, im dłużej zajmuję się siatkówką, tym bardziej przekonuję się, jak wiele można się jeszcze nauczyć.

Ale dość o mnie. Wróćmy do Lublina.

Pełny parking, sektor dziesiąty i atmosfera wielkiego święta

Kiedy podjeżdżałem pod halę Globus, od razu wiedziałem, że będzie to wyjątkowy wieczór.

Parking wypełniony po brzegi. Ludzie zmierzający w kierunku hali. Rozmowy o składach, nowych zawodnikach, nadchodzącym sezonie.

W powietrzu czuć było coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze – głód siatkówki.

Przyznam się do małego grzechu. Samochód musiałem zostawić na chodniku. Na szczęście, kiedy wieczorem wracałem, nie znalazłem za wycieraczką żadnej niespodzianki. Mam więc nadzieję, że tym razem uszło mi to na sucho.

Ale prawdziwe emocje zaczęły się dopiero po wejściu do hali.

Sektor dziesiąty.

Kto był, ten wie. Kto nie był, niech koniecznie przyjedzie.

To, co potrafią zrobić kibice z tego sektora, zasługuje na osobny artykuł. Ich doping, zaangażowanie i umiejętność porwania całej hali sprawiają, że nawet turniej towarzyski zaczyna przypominać najważniejsze mecze sezonu.

Wielkie słowa uznania należą się również organizatorom.

Piąta edycja Bogdanka Volley Cup została przygotowana z rozmachem. Oprawa, organizacja, atmosfera, a przede wszystkim prezentacja zawodników — wszystko tworzyło widowisko na naprawdę europejskim poziomie.

I właśnie tak powinno wyglądać promowanie siatkówki.

Bogdanka LUK Lublin kontra Fenerbahçe. Towarzysko? Tylko z nazwy!

Pierwsze spotkanie gospodarzy z tureckim Fenerbahçe było doskonałą okazją do sprawdzenia, jak na tle uznanego europejskiego rywala prezentuje się drużyna z Lublina.

A przecież mówimy o zespole, w którym występują zawodnicy światowego formatu.

Matt Anderson — nazwisko, którego kibicom siatkówki przedstawiać nie trzeba.

Brazylijski rozgrywający Cachopa, czyli Fernando Kreling, jeden z najbardziej rozpoznawalnych zawodników na swojej pozycji.

Do tego pozostali zagraniczni siatkarze oraz tureccy zawodnicy, których poziomu absolutnie nie należy lekceważyć.

Krótko mówiąc, Fenerbahçe nie przyjechało do Lublina na wycieczkę.

Tymczasem gospodarze pokazali, że ambicja, jakość i wola zwycięstwa nie zależą od tego, czy mecz rozgrywany jest o ligowe punkty, czy o prestiż.

To nie wyglądało jak zwykły sparing.

Oczywiście nikt rozsądny nie będzie na podstawie jednego październikowego spotkania przewidywał końcowych rozstrzygnięć sezonu. Ale wystarczyło obserwować zachowanie zawodników, żeby zobaczyć, że obu zespołom naprawdę zależało na zwycięstwie.

Bogdanka od początku chciała narzucić swoje warunki.

Poza fragmentami otwarcia spotkania gospodarze kontrolowali wydarzenia na boisku. Przewaga lublinian była wyraźna, dlatego sam mecz nie dostarczył wielkich zwrotów akcji.

Za to dostarczył czegoś znacznie ciekawszego.

Pierwszych odpowiedzi na pytania o nową Bogdankę.

Marcin Komenda i Ran Takahashi. Tu może powstać coś wielkiego

Szczególnie interesowało mnie funkcjonowanie nowych zawodników w systemie gry mistrzów Polski.

I tutaj pojawia się nazwisko, które w najbliższych miesiącach będzie odmieniane w Lublinie przez wszystkie przypadki.

Ran Takahashi.

Japończyk jest nie tylko wybitnym siatkarzem, ale również jedną z największych gwiazd azjatyckiej siatkówki.

Podczas pierwszego dnia turnieju można było już dostrzec, że Marcin Komenda zaczyna znajdować z nim wspólny język.

Oczywiście do pełnego zrozumienia potrzeba czasu. Automatyzmy w rozegraniu nie powstają podczas kilku treningów. Ale już teraz widać było próby budowania odpowiedniego tempa, szukania optymalnych wystaw i wzajemnego wyczucia.

Komenda jest rozgrywającym, który potrafi znakomicie zarządzać grą zespołu. Jeśli szybko znajdzie właściwy rytm współpracy z Takahashim, Bogdanka zyska kolejne niezwykle groźne rozwiązanie ofensywne.

A przecież nie można zapominać o pozostałych zawodnikach.

Potencjał tej drużyny jest ogromny.

Jednak w przypadku transferu Japończyka warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt.

Transfer za jedenaście punktów. Lublin otwiera się na Azję

Przyznam, że podczas turnieju z zainteresowaniem obserwowałem nie tylko boisko, ale również jego otoczenie.

W hali pojawili się dziennikarze z Azji.

I to jest informacja, nad którą warto się zatrzymać.

Bo transfer Rana Takahashiego jest czymś więcej niż pozyskaniem znakomitego przyjmującego.

To również potężne przedsięwzięcie marketingowe.

Japoński siatkarz przyciąga uwagę kibiców, mediów i sponsorów na rynku, do którego polskim klubom nie jest łatwo dotrzeć.

Bogdanka LUK Lublin, która już wcześniej należała do europejskiej czołówki, otwiera sobie drzwi do zupełnie nowej przestrzeni.

Rozpoznawalność marki, zainteresowanie zagranicznych mediów, potencjał sponsorski, sprzedaż klubowych produktów, rozwój międzynarodowej społeczności kibiców — to wszystko może przynieść wymierne korzyści.

Jeżeli miałbym ocenić ten transfer pod względem marketingowym, nie dałbym dziesięciu punktów na dziesięć. Dałbym jedenaście.

Włodarze lubelskiego klubu wykonali znakomitą pracę.

Oczywiście ostatecznie wszystko zweryfikuje boisko. Ale już dzisiaj widać, że w Lublinie myśli się nie tylko o kolejnym meczu, lecz również o budowaniu marki na lata.

Projekt Warszawa i słoweńska szkoła siatkówki. Tutaj były prawdziwe emocje

O ile pierwszy mecz upłynął pod znakiem przewagi gospodarzy, o tyle drugie spotkanie dostarczyło kibicom znacznie więcej emocji.

PGE Projekt Warszawa zmierzył się z ACH Volley Ljubljana.

Słoweński klub jest niezwykle interesującym przedsięwzięciem. Od lat stanowi ważne miejsce rozwoju i gry czołowych słoweńskich zawodników. Można wręcz powiedzieć, że oglądając ten zespół, dostrzegamy wiele elementów charakterystycznych dla reprezentacyjnej szkoły siatkówki tego kraju.

A Słoweńcy, jak wiadomo, potrafią grać.

Dwa sety zakończone walką na przewagi, a czwarta partia rozstrzygnięta dopiero wynikiem 31:29.

To najlepiej pokazuje, jak wyrównana była rywalizacja.

Niewiele brakowało, aby kibice zobaczyli tie-break.

Warszawianie pokazali jednak charakter, determinację i umiejętność zachowania zimnej krwi w najważniejszych momentach.

Nie oznacza to oczywiście, że wszystko w ich grze wyglądało idealnie.

Wręcz przeciwnie.

Yuri Romano i Jan Firlej. Na tę współpracę trzeba jeszcze poczekać

Najwięcej uwagi poświęciłem współpracy Jana Firleja z nowym atakującym Projektu, Yurim Romano.

I tutaj, przynajmniej na razie, widać sporo pracy do wykonania.

Romano nie rozegrał dobrego spotkania. Brakowało odpowiedniego rytmu, zrozumienia z rozgrywającym i pewności w kończeniu akcji.

Znacznie korzystniej w niektórych fragmentach prezentowała się gra z Bartoszem Gomułką.

Ale czy jest to powód do niepokoju?

Moim zdaniem absolutnie nie.

Pamiętajmy, na jakim etapie przygotowań znajdują się zespoły. Zawodnicy wracają po sezonie reprezentacyjnym, nowi gracze dopiero poznają systemy taktyczne, a rozgrywający muszą nauczyć się indywidualnych preferencji swoich atakujących.

Współpraca rozgrywającego z atakującym nie polega wyłącznie na wystawieniu piłki w odpowiednie miejsce.

Liczy się tempo, wysokość, odległość od siatki, moment rozpoczęcia nabiegu i dziesiątki drobnych elementów, których przeciętny kibic często nawet nie zauważa.

Dlatego spokojnie.

Romano nie zapomniał, jak gra się w siatkówkę. Firlej również nie zapomniał, jak się rozgrywa.

Potrzebują po prostu czasu.

Jestem przekonany, że z każdym kolejnym treningiem i meczem ich współpraca będzie wyglądała coraz lepiej.

Damian Wojtaszek. Człowiek, który pilnuje porządku

Podczas obserwowania drużyny z Warszawy zwróciłem uwagę na coś, co nie zawsze wychwytują kamery telewizyjne.

Na rolę Damiana Wojtaszka.

Doświadczony libero jest jednym z tych zawodników, którzy potrafią zarządzać emocjami zespołu i egzekwować boiskową dyscyplinę.

Nie chodzi wyłącznie o przyjęcie zagrywki czy obronę.

Chodzi również o komunikację.

W pewnym momencie doszło do drobnego nieporozumienia między Janem Firlejem a Bartoszem Bednorzem. Przyjmujący nie zdążył do piłki, a chwilę później usłyszał kilka zdecydowanych słów od Wojtaszka.

Nie było w tym niczego nadzwyczajnego.

Tak właśnie funkcjonują drużyny, które mają ambicje walczyć o najwyższe cele.

Czasami potrzebny jest zawodnik, który potrafi powiedzieć kolegom kilka mocniejszych słów.

I wygląda na to, że w Warszawie takiego człowieka mają.

Damian Wojtaszek trzyma rękę na pulsie. I to mocną rękę.

Co z Aleksandrem Śliwką?

Nieobecność Aleksandra Śliwki na boisku wzbudziła zrozumiałe zainteresowanie kibiców.

Przyjmujący Projektu obserwował spotkanie z trybun.

Klub uspokajał, że nie chodzi o poważną kontuzję ani odnowienie wcześniejszego urazu.

Z informacji, które udało nam się uzyskać, wynika, że sytuacja rzeczywiście nie wygląda groźnie, a przerwa powinna potrwać zaledwie kilka dni.

Jeżeli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, istnieje duża szansa, że Śliwka będzie gotowy na inaugurację ligowych rozgrywek.

To oczywiście dobra wiadomość dla warszawskiego zespołu.

Olek jest zawodnikiem, którego znaczenia nie da się mierzyć wyłącznie liczbą zdobytych punktów.

Jego doświadczenie, inteligencja boiskowa i umiejętność podejmowania właściwych decyzji w trudnych momentach mogą być dla Projektu bezcenne.

A dzisiaj? Bogdanka kontra Projekt. Czyli mecz, w którym nigdy nie brakuje pieprzu

Przed nami spotkanie, na które wielu kibiców czekało od chwili ogłoszenia obsady turnieju.

BOGDANKA LUK LUBLIN – PGE PROJEKT WARSZAWA.

Formalnie turniej towarzyski.

Ale czy w rywalizacji tych dwóch zespołów istnieje coś takiego jak mecz bez znaczenia?

Nie sądzę.

Wystarczy przypomnieć poprzedni sezon.

To Projekt Warszawa wyeliminował Bogdankę z Ligi Mistrzów.

Później jednak lublinianie zrewanżowali się w półfinale PlusLigi, wygrywając rywalizację 2:1 i awansując do finału.

Takie spotkania zostają w pamięci.

Oczywiście zawodnicy będą mówić, że to dopiero etap przygotowań, że najważniejsze mecze dopiero przed nimi i że wynik nie ma pierwszoplanowego znaczenia.

I będą mieli rację.

Ale kiedy staną naprzeciwko siebie, kiedy zabrzmi pierwszy gwizdek, a na trybunach rozpocznie się doping sektora dziesiątego, jestem przekonany, że nikt nie będzie chciał przegrać.

Bo mecze Bogdanki z Projektem mają już swoją historię.

Jest w nich ambicja, sportowa rywalizacja, odrobina wzajemnych porachunków i coś, czego nie da się zapisać w żadnym arkuszu statystycznym.

Szczypta soli, solidna porcja pieprzu, trochę papryki i mieszanka emocji, której nie powstydziłby się najlepszy kucharz.

A na koniec jeszcze jeden składnik.

Prestiż.

Zielony Trener: pierwszy dzień dał odpowiedzi, ale postawił jeszcze więcej pytań

Po pierwszym dniu Bogdanka Volley Cup mam kilka spostrzeżeń.

Bogdanka LUK Lublin wygląda na drużynę, która bardzo szybko może osiągnąć wysoki poziom sportowy. Nowi zawodnicy wnoszą jakość, a współpraca Marcina Komendy z Ranem Takahashim zapowiada się niezwykle interesująco.

Projekt Warszawa ma ogromny potencjał, ale potrzebuje czasu. Szczególnie w ofensywie, gdzie porozumienie między rozgrywającym a atakującymi musi zostać jeszcze dopracowane.

Jednocześnie widać, że w obu zespołach nie brakuje charakteru.

A to często ważniejsze niż efektowna gra w październikowym turnieju.

Jest jednak jeszcze jeden zwycięzca pierwszego dnia.

Lublin.

Miasto, które udowadnia, że siatkówka może być czymś znacznie większym niż sportowym widowiskiem.

Może być wydarzeniem społecznym, świętem kibiców, miejscem spotkań ludzi połączonych wspólną pasją.

I za to należą się ogromne brawa organizatorom, zawodnikom, a przede wszystkim kibicom.

Bo można sprowadzić najlepszych siatkarzy świata, można przygotować znakomitą oprawę i wydać duże pieniądze na organizację turnieju.

Ale atmosfery, którą tworzą ludzie w hali Globus, nie da się kupić.

Trzeba ją zbudować.

A Lublin zrobił to znakomicie.

Do zobaczenia na kolejnym meczu!

Zielony Trener 🏐💚

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy