Świat według Marcusa: Kto chce pokoju, musi być gotowy na wojnę

Marcus Pryszberg
7 min. czytania

Si vis pacem, para bellum. Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny.

Stara łacińska maksyma brzmi dziś na wschodzie Polski mniej jak cytat z podręcznika historii, a bardziej jak opis codzienności.

- Reklama -

Syreny. Alerty RCB. Ćwiczenia systemów alarmowych. Wojsko na ulicach. Komunikaty, że mogą być słyszalne strzały i wybuchy, ale mieszkańcy mają zachować spokój, bo „to tylko ćwiczenia”.

- Reklama -

Tylko że słowo „ćwiczenia” coraz trudniej oddzielić od rzeczywistości, która rozgrywa się kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów od naszych domów.

Jeszcze 21 września w Chełmie zaplanowano ćwiczenia wojskowe w rejonie ulic Lubelskiej, Trubakowskiej i Majdan. Kilka dni wcześniej, 18 września, ćwiczenia obronne prowadzono również w Zakładzie Karnym w Chełmie. W lipcu w mieście i powiecie chełmskim uruchamiano syreny w ramach sprawdzania systemu alarmowania.

To dobrze, że ćwiczymy.

Znacznie gorsze byłoby udawanie, że nic się nie dzieje.

Wojna nie jest już wiadomością z dalekiego kraju

Mieszkańcy Lubelszczyzny patrzą na wojnę inaczej niż mieszkańcy wielu regionów Europy. Ukraina nie leży dla nas „gdzieś na Wschodzie”. Jest za sąsiednią granicą.

17 września Rządowe Centrum Bezpieczeństwa informowało o zagrożeniu atakiem z powietrza. Dwa dni wcześniej alert dotyczył rosyjskiego ataku powietrznego na Ukrainę i działań polskiego lotnictwa w przestrzeni naszego kraju.

To już nie są akademickie rozważania o geopolityce.

To są komunikaty pojawiające się na telefonach ludzi w Polsce.

NATO w swojej aktualnej ocenie sytuacji bezpieczeństwa wskazuje wprost, że rosyjska agresja przeciw Ukrainie jest najpoważniejszym zagrożeniem dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego od dziesięcioleci. Sojusz zwraca też uwagę na naruszenia przestrzeni powietrznej, cyberataki i działania sabotażowe oraz wzmacnia siły na wschodniej flance.

Możemy więc uspokajać mieszkańców, kiedy syrena jest elementem ćwiczeń.

Nie powinniśmy jednak uspokajać samych siebie, że skoro dziś jest to ćwiczenie, to zawsze będzie tylko ćwiczeniem.

Bezpieczeństwo to nie syrena na słupie

Przez wiele lat bezpieczeństwo państwa kojarzyliśmy przede wszystkim z wojskiem.

Czołgi. Samoloty. Żołnierze.

Tymczasem współczesne bezpieczeństwo zaczyna się znacznie bliżej domu.

Czy wiem, co oznacza dźwięk syreny?

Czy wiem, gdzie mam się schronić?

Czy istnieje miejsce, do którego rzeczywiście mogę pójść?

Czy szpital będzie miał prąd?

Czy wodociągi będą działały?

Czy samorząd ma alternatywną łączność?

Czy droga i most wytrzymają nie tylko codzienny ruch samochodów, ale również transport ciężkiego sprzętu?

I wreszcie pytanie najbardziej niewygodne: czy po tylu latach pokoju jesteśmy przygotowani na sytuację, w której ktoś ten pokój spróbuje nam odebrać?

Tu właśnie kończą się hasła, a zaczyna infrastruktura.

Wschód przez lata miał czekać

Mieszkańcom Polski Wschodniej trudno nie mieć poczucia, że przez dekady wiele inwestycji zaczynało się gdzie indziej.

Drogi, kolej, nowoczesna infrastruktura, duże inwestycje gospodarcze.

Wschód często miał poczekać.

Problem w tym, że mapa gospodarcza Polski i mapa bezpieczeństwa Polski to dziś dwie zupełnie różne rzeczy.

To właśnie regiony przy wschodniej granicy są pierwszą linią zaplecza NATO, korytarzem logistycznym i miejscem, w którym konsekwencje kryzysu mogą być odczuwalne wcześniej niż w centrum czy na zachodzie kraju.

Dlatego nie wystarczy powiedzieć mieszkańcom: „zachowajcie spokój”.

Państwo musi dać im również powody, by mogli ten spokój zachować.

Pieniądze wreszcie się pojawiły. Teraz liczy się czas

Trzeba uczciwie powiedzieć, że proces inwestycyjny już się rozpoczął.

Rządowy Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025–2026 otrzymał prawie 34 miliardy złotych. Środki mają być przeznaczane między innymi na schrony, miejsca doraźnego schronienia, systemy alarmowania, logistykę i wyposażenie służb.

Na samą Lubelszczyznę w 2026 roku przeznaczono blisko 300 mln zł. Według danych MSWiA na początku 2024 roku w województwie lubelskim było około 30 syren możliwych do zdalnego uruchomienia. We wrześniu 2026 roku było ich już prawie 350, a resort zapowiada ponad tysiąc do końca roku. Wytypowano też około 3,5 tysiąca punktów możliwych do wykorzystania jako miejsca schronienia.

To ogromna zmiana.

Ale jednocześnie pokazuje skalę punktu wyjścia.

Skoro w regionie graniczącym z Ukrainą jeszcze niedawno zdalnie można było uruchomić około trzydziestu syren, to trudno mówić, że wcześniej zrobiliśmy wszystko, co było potrzebne.

Dzisiaj nadrabiamy.

I obyśmy zdążyli nadrabiać wyłącznie na potrzeby ćwiczeń.

Nie chodzi o to, żeby się bać

Najgorszą odpowiedzią na zagrożenie jest panika.

Drugą najgorszą jest lekceważenie.

Między jednym a drugim znajduje się przygotowanie.

Dlatego wolę syrenę uruchomioną podczas ćwiczeń niż syrenę, której nikt nigdy nie sprawdził.

Wolę żołnierzy ćwiczących w Chełmie niż armię, która pierwszy raz sprawdza procedury wtedy, kiedy naprawdę trzeba ich użyć.

Wolę wydać pieniądze na schron, agregat, system łączności czy drogę podwójnego zastosowania i nigdy nie musieć wykorzystać ich podczas wojny, niż pewnego dnia odkryć, że oszczędzaliśmy na bezpieczeństwie.

Bo obrona nie zaczyna się w chwili, kiedy pierwszy pocisk przekracza granicę.

Zaczyna się wiele lat wcześniej.

Na placu budowy.

W magazynie rezerw.

W jednostce wojskowej.

W remizie.

W szkole, której piwnicę można przystosować do ochrony ludzi.

I w głowie obywatela, który słysząc syrenę, wie, co powinien zrobić.

Pokój nie bierze się z dobrych życzeń

Żyjemy w kraju NATO. To daje Polsce bezpieczeństwo, którego nie należy lekceważyć. Sojusz w ostatnich latach znacząco wzmocnił swoją wschodnią flankę.

Ale nawet najsilniejszy sojusz nie zwalnia państwa z obowiązku przygotowania własnego terytorium i własnych obywateli.

Zwłaszcza tutaj.

W Chełmie, Włodawie, Hrubieszowie, Tomaszowie Lubelskim czy innych miejscach Polski Wschodniej wojna na Ukrainie nie jest obrazkiem z telewizora z drugiego końca kontynentu.

Jest po drugiej stronie granicy.

Dlatego chciałbym, żebyśmy o bezpieczeństwie mówili bez histerii, ale również bez naiwności.

Nie potrzebujemy strachu.

Potrzebujemy dróg, kolei, schronień, łączności, sprawnych systemów alarmowania, wyposażonych służb i dobrze przygotowanego wojska.

Potrzebujemy też mieszkańców, którzy wiedzą, co robić, kiedy któregoś dnia telefon zabrzmi inaczej niż zwykle.

I najlepiej, żeby cały ten system nigdy nie musiał zostać wykorzystany w prawdziwej wojnie.

Taki jest przecież sens odstraszania.

Si vis pacem, para bellum.

Jeśli chcesz pokoju, bądź przygotowany do wojny.

Nie dlatego, że wojny pragniesz.

Właśnie dlatego, że za wszelką cenę chciałbyś jej uniknąć.

Marcus

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy