Łukasz Kaczmarek – o uczuciach i życiu poza boiskiem

14 min. czytania
Łukasz Kaczmarek z rodziną -zbiory prywatne

Jakim autem jeździ Łukasz Kaczmarek? Ile ma skutecznych ataków i bloków?
Jakich perfum używa?
Nie, na te pytania w tym wywiadzie nie odpowie. Zadałem mu inne. O to,
gdzie czuje się bezpiecznie. Za kim tęskni. Kiedy ostatnio płakał. Czy
łatwo przychodzi mu powiedzieć „kocham” i czy potrafi poprosić o pomoc,
kiedy sam jej potrzebuje.

- Reklama -

Znamy go z boiska, gdzie potrafi walczyć o każdą piłkę. W tej rozmowie
poznacie Łukasza, który wzrusza się przy pożegnaniu z córkami, miłość
okazuje codziennymi gestami, a cudze szczęście często stawia ponad

swoim.

- Reklama -

Mądry, wrażliwy, kochający mąż i ojciec. Człowiek, którego warto
posłuchać również wtedy, gdy nie mówi o siatkówce.

Zapraszam na spotkanie z Łukaszem Kaczmarkiem w cyklu „Złoty Mikrofon
Zielonego Trenera”.

Dom daje mu poczucie bezpieczeństwa, a rozłąki z córkami wciąż wywołują łzy. Łukasz Kaczmarek opowiada Zielonemu Trenerowi o miłości okazywanej codziennymi gestami, swojej wrażliwości i ludziach, którym ufa. Mówi również o tym, co pomaga mu odpocząć i czego chciałby dla siebie i najbliższych za dziesięć lat.

Zielony Trener: Łukasz, gdzie czujesz się najlepiej? Masz takie miejsce, w którym odpuszcza Ci całe napięcie?

Łukasz Kaczmarek: Zdecydowanie dom. To miejsce, w którym czuję się bezpieczny i potrzebny jako ojciec i mąż. Czas spędzany tam, poza sportem, jest dla mnie najcenniejszy. Oczywiście jest wiele innych miejsc, w których dobrze się czuję, ale dom daje mi największe poczucie bezpieczeństwa.

Zielony Trener: Jaki jesteś wśród najbliższych? Czego kibice mogą nie dostrzegać, oglądając Cię na boisku?

Łukasz Kaczmarek: Wydaje mi się, że trzeba byłoby zapytać o to moich bliskich. Na boisku może tego nie widać, ale jestem bardzo wrażliwą osobą. Przejmuję się różnymi rzeczami i staram się każdemu pomóc. Często większą satysfakcję sprawia mi to, że mogę kogoś uszczęśliwić, niż zrobienie czegoś dla siebie.

Zielony Trener: Bywa, że cudze szczęście stawiasz ponad swoim?

Łukasz Kaczmarek: Wiele razy tak jest. Wiem, że nie zawsze powinienem postępować w ten sposób. Czasami sprawiam drugiej osobie przyjemność, robiąc coś wbrew sobie. Ale taki jestem i nawet nie próbuję z tym jakoś szczególnie walczyć. Oczywiście wszystko musi się mieścić w rozsądnych granicach. Po prostu częściej myślę o tym, komu mógłbym sprawić radość i dlaczego ta osoba by się ucieszyła.

Zielony Trener: Przed iloma osobami możesz być całkowicie sobą, bez żadnej maski?

Łukasz Kaczmarek: Jest parę takich osób. W rodzinie i wśród bliskich przyjaciół, z którymi grałem przez wiele lat albo nadal gram. To nie jest wielkie grono, ale mam takich ludzi.

Zielony Trener: Jakie relacje masz z rodzicami?

Łukasz Kaczmarek: Bardzo dobre. Od zawsze są też recenzentami mojej gry. Wyjechałem z domu w wieku piętnastu lat i początkowo byłem do tego pomysłu sceptycznie nastawiony. Bałem się opuścić rodzinny dom. To mama i tata zachęcali mnie, żebym spróbował.

Powiedzieli: „Łukasz, spróbuj na tydzień. Jak się nie uda, zawsze możesz wrócić”. Uważali, że lepiej spróbować, niż później żałować, że się tego nie zrobiło. Pojechałem do szkoły do Łodzi. Początki były ciężkie, ale dzisiaj jestem rodzicom za to niesamowicie wdzięczny. Dzięki nim jestem w miejscu, w którym jestem.

Zielony Trener: Często mówisz „kocham”?

Łukasz Kaczmarek: Nie. Wydaje mi się, że chciałbym mówić to częściej. Jestem jednak osobą skrytą i wstydliwą. To nie znaczy, że boję się powiedzieć „kocham” albo że nie chcę tego mówić. Po prostu nie jestem człowiekiem, który dużo opowiada o swoich uczuciach. Okazuję je raczej po cichu.

Zielony Trener: A jesteś zakochany?

Łukasz Kaczmarek: Tak, jestem. Oczywiście, że jestem zakochany.

Zielony Trener: Jak okazujesz tę miłość na co dzień?

Łukasz Kaczmarek: Ważne jest dla mnie, żeby moja rodzina czuła się przy mnie bezpiecznie, miała dobre warunki do życia. Liczy się też to, jak zachowujemy się na co dzień. Że rano pojedziemy na zakupy, przygotujemy śniadanie, zrobimy obiad, podzielimy się domowymi obowiązkami. Że pojawi się miły gest, choćby kwiaty. Uważam, że takie rzeczy są bardzo cenne i dają naprawdę dużo.

Zielony Trener: Za czym najbardziej tęsknisz, kiedy wyjeżdżasz?

Łukasz Kaczmarek: Za najbliższą rodziną, córeczkami i żoną. Żona wiele rzeczy rozumie, bo przechodzimy przez te rozłąki praktycznie przez całe małżeństwo. Najtrudniejsze są rozstania z dziećmi.

Teraz jestem w Rzeszowie sam, a rodzina została na Śląsku. Jedna córka chodzi do szkoły, druga do przedszkola. Podpisałem kontrakt na rok i nie chciałem wywracać im życia do góry nogami. Wiem, jak trudna potrafi być adaptacja w nowym miejscu. Tam czują się szczęśliwe i bezpieczne. Odległość pozwala nam regularnie się spotykać, więc staramy się tak to godzić.

Kiedy wyjeżdżałem na reprezentację, a dzieci miały kilka miesięcy czy roczek, mnie było ciężko, ale one jeszcze inaczej to odbierały. Teraz coraz bardziej potrzebują taty. Nie ma dla mnie nic bardziej wzruszającego niż płacz własnego dziecka. Przy tych pożegnaniach, niestety, łzy się pojawiają.

Zielony Trener: Kiedy ostatnio sam się popłakałeś?

Łukasz Kaczmarek: W niedzielę wieczorem, żegnając się z córkami. Przez ostatni miesiąc to ja jeździłem do domu i wracałem do Rzeszowa. Tym razem po raz pierwszy rodzina przyjechała do mnie. Spędziliśmy świetny weekend, była piękna pogoda, wybraliśmy się na jazdę konną i do mini zoo.

Kiedy wyjeżdżam z naszego domu, dziewczynki znają już tę sytuację. Przez lata wyjeżdżałem przecież na mecze, czasem raz albo dwa razy w tygodniu. Teraz to one musiały wyjechać ode mnie, po bardzo dobrym wspólnym czasie. Płakały. Ja też się popłakałem. Płacz własnego dziecka jest dla mnie najtrudniejszy.

Zielony Trener: A kiedy Tobie jest trudno, potrafisz poprosić kogoś o pomoc?

Łukasz Kaczmarek: Rzadko. Wolę schować to w sobie, przemyśleć, przetrawić. Częściej tak sobie z tym radzę, niż mówię o tym innym.

Zielony Trener: Co z wiekiem łatwiej Ci zaakceptować?

Łukasz Kaczmarek: Nauczyłem się, że nie zawsze trzeba do końca walczyć o swoją rację. Kiedy byłem młodszy, na boisku i poza nim chciałem udowadniać, że to ja mam rację, że moje zdanie jest ważniejsze. Teraz coraz lepiej rozumiem, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Nie wywrócę całego świata do góry nogami. Czasami trzeba zaakceptować to, co jest, pójść dalej i przestać to rozpamiętywać. Nieraz lepiej coś przemilczeć, niż za wszelką cenę przekonywać innych.

Zielony Trener: Masz wolny dzień i niczego nie musisz. Co pozwala Ci naprawdę odpocząć?

Łukasz Kaczmarek: Wędkarstwo daje mi niesamowity odpoczynek. Nad jeziorem, na łonie natury, słyszę ptaki i szum wody. Mam wtedy poczucie resetu, nie myślę o niczym. Nie jestem takim wędkarzem, dla którego brak złowionej ryby oznacza nieudany wyjazd. Najważniejsze jest dla mnie samo spędzenie czasu w tych okolicznościach.

Ale staram się też mądrze dzielić wolny dzień. Mamy tego czasu mało, a córki mnie potrzebują i chcą być ze mną jak najwięcej. Jeśli mogę, wyjeżdżam na ryby wcześnie rano, kiedy jeszcze śpią. Wracam tak, żeby zostało nam dużo czasu dla siebie.

Zielony Trener: Udało Ci się ostatnio spełnić jakieś marzenia poza siatkówką?

Łukasz Kaczmarek: Tak. Odkąd mam wolne od reprezentacji, udało mi się zrealizować kilka dużych marzeń. Byłem na Roland Garros i na meczu Realu Madryt. Jestem wielkim fanem Rafaela Nadala, więc korty Rolanda Garrosa zawsze były dla mnie czymś wyjątkowym. Z kolei Realowi kibicuję od dziecka. Mogłem zobaczyć mecz z bliska, siedząc praktycznie w piątym rzędzie, i obejrzeć ten piękny stadion.

Bardzo się cieszę, że mogłem to zrobić. Kiedy łączyłem granie w klubie z reprezentacją, brakowało na to czasu. Teraz skupiam się na sezonie w Rzeszowie. Jeśli w kolejne wakacje pojawi się możliwość spełnienia następnych małych marzeń, będę chciał z niej skorzystać.

Zielony Trener: Wyobrażasz sobie pierwszy dzień po zakończeniu kariery?

Łukasz Kaczmarek: Na tę chwilę nie. Jeszcze o tym nie myślę. Nawet kiedy po latach łączenia klubu z kadrą dostałem wolne wakacje, przez pierwsze dwa tygodnie musiałem się przyzwyczajać do takich warunków.

Sportowiec żyje według planu. Dostajesz rozkład treningów na cały tydzień i do niego dopasowujesz resztę dnia. Czasu jest mniej, ale łatwiej go ułożyć. A kiedy nagle masz trzy miesiące wolnego, pojawia się myślenie: zrobię to w poniedziałek, może we wtorek, a może w piątek. Bo przecież czasu jest dużo. Życie po karierze będzie więc nowym, pewnie trudnym wyzwaniem. Na razie skupiam się na grze.

Zielony Trener: Jest jednak coś, co chciałbyś robić później?

Łukasz Kaczmarek: Na pewno chciałbym pracować z dziećmi. W tym roku miałem możliwość prowadzenia treningów w ramach programu „Wielki Mistrz”. Odbyły się w Krotoszynie, Jastrzębiu i Przysusze. Sprawiało mi to ogromną frajdę. Widziałem u dzieci radość, chęć pracy, ale też zainteresowanie tym, co mogę opowiedzieć i jakim doświadczeniem się podzielić.

Nie wiem jeszcze, czy byłoby to moje jedyne zajęcie i w jakim wymiarze chciałbym to robić. Wiem za to, że nie chcę zostać trenerem zawodowego klubu czy reprezentacji. Życie zawodnika jest wymagające, ciągle jesteśmy w rozjazdach. Trener ma podobny rytm, a do tego jeszcze więcej obowiązków, analiz i spotkań. Tego czasu dla domu może mieć nawet mniej.

Zielony Trener: Co daje zawodnikowi poczucie, że jest częścią prawdziwej drużyny?

Łukasz Kaczmarek: To, że każdy za każdym pójdzie w ogień. Że nie wypominamy sobie błędów. Jeśli kolega coś zrobi źle, ty spróbuj zrobić coś dwa razy lepiej, żeby to nadrobić. A kiedy tobie przydarzy się słabszy moment, on postara się pomóc tobie.

To była nasza recepta na sukcesy w ZAKSIE. Nie mieliśmy najwyższego budżetu w Polsce czy Europie, a trzy razy z rzędu wygraliśmy Ligę Mistrzów. Każdy znał swoje miejsce i każdy był gotowy pomóc drugiemu. Miałem szczęście trafiać do fajnych ludzi i dobrych szatni. Uważam, że bez dobrej atmosfery nie ma sukcesów.

Zielony Trener: Z jakimi emocjami przyjechałeś do Rzeszowa?

Łukasz Kaczmarek: Bardzo pozytywnymi. Chciałem trafić do drużyny, która będzie walczyć o najwyższe cele. Znam wielu chłopaków, z którymi wcześniej grałem, i trenera Gianniego Crețu, z którym dobrze mi się pracowało. Uważam go za świetnego trenera i bardzo dobrego, ciepłego człowieka. Jego relacje z zawodnikami są dużym atutem. Chcemy osiągnąć jak najlepszy wynik. Przy sile naszych rywali medal będzie wielkim sukcesem.

Zielony Trener: Co najbardziej boli Cię w relacjach między ludźmi?

Łukasz Kaczmarek: Czysta nienawiść. To, że ktoś chce zabłysnąć nawet kosztem czyjejś krzywdy. Napisze sensacyjny komentarz, obrazi człowieka, a nie pomyśli, że ten człowiek ma żonę, dzieci i bliskich, którzy też mogą to przeczytać. Brakuje nam życzliwości. Bardzo mnie to drażni i sprawia, że trudno zaufać ludziom.

Mam grono osób, którym ufam, ale uważam, że o to zaufanie jest dzisiaj coraz trudniej.

Zielony Trener: Jak chronisz się przed hejtem?

Łukasz Kaczmarek: W ogóle nie czytam komentarzy. Kiedy zacząłem pracować z psychologiem, to była jedna z pierwszych rzeczy. Dzięki temu jestem dużo szczęśliwszym człowiekiem. Prowadzę swoje media społecznościowe, bo wiem, że mam wielu fanów, którzy mnie wspierają, ale komentarzy nie czytam.

Boli mnie jednak myśl, że kiedyś mogą je czytać moje córki. Dzisiaj są jeszcze za małe, ale za kilka lat zobaczą, co ktoś napisał o ich tacie po słabszym meczu. Co wtedy pomyślą? Jak się z tym poczują? Ludzie, którzy obrażają innych, często nie zastanawiają się nad tym, że te słowa trafiają również do ich rodzin.

Zielony Trener: Gdybyśmy spotkali się za dziesięć lat, co chciałbyś mi wtedy powiedzieć?

Łukasz Kaczmarek: Chciałbym być zdrowy i żeby moja rodzina była zdrowa. To jest chyba najważniejsza rzecz, jaką dzisiaj mogę powiedzieć.

Zielony Trener: Na koniec: żona w trzech słowach?

Łukasz Kaczmarek: Bezpieczeństwo, opiekuńczość, wszystko.

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy