Wracamy do tragedii w Rejowcu Fabrycznym. Jest odpowiedź PKP i nowe ustalenia

Zoria
2 min. czytania
zdjęcie poglądowe

To miał być zwykły dzień. Kilka gałęzi do przycięcia, rutynowa czynność, którą wielu wykonuje bez zastanowienia. Tym razem zakończyło się dramatem, który poruszył całą lokalną społeczność.

- Reklama -

Jak informowała wcześniej Komenda Miejska Policji w Chełmie, do zdarzenia doszło 30 marca 2026 roku około godziny 19.00 w pobliżu peronu nr 1 stacji w Rejowcu Fabrycznym. 43-letni mężczyzna, stojąc na kilkumetrowej drabinie opartej o drzewo, przycinał gałęzie. W pewnym momencie stracił równowagę i spadł na twarde podłoże.

- Reklama -

Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe. Niestety, mimo podjętych działań, życia mężczyzny nie udało się uratować. Zgon został stwierdzony na miejscu.

Jak przekazała nadkomisarz Ewa Czyż z chełmskiej policji, wstępne czynności przeprowadzone z udziałem prokuratora wykluczyły udział osób trzecich. Ciało zabezpieczono do dalszych badań, a śledczy rozpoczęli szczegółowe wyjaśnianie okoliczności tragedii.

Po publikacji pierwszego materiału redakcja wschodni24.pl zwróciła się z pytaniami do PKP Polskich Linii Kolejowych. Otrzymana odpowiedź rzuca nowe światło na sprawę.

Z przekazanych informacji wynika, że mężczyzna był pracownikiem PKP PLK S.A., jednak w chwili zdarzenia nie wykonywał obowiązków służbowych. Do tragedii doszło w jego czasie wolnym.

Jak podkreśla spółka, ostatni raz świadczył on pracę 25 marca, natomiast kolejną zmianę miał zaplanowaną dopiero na noc z 31 marca. W dniu wypadku przebywał na terenie stacji poza harmonogramem pracy i nie realizował żadnych zadań służbowych.

Według ustaleń, przyczyną śmierci był upadek z wysokości około 9 metrów.

Sprawą zajmują się obecnie Prokuratura w Krasnymstawie, Policja w Chełmie oraz Państwowa Inspekcja Pracy, które prowadzą postępowania mające na celu dokładne wyjaśnienie wszystkich okoliczności zdarzenia.

Ta tragedia jest bolesnym przypomnieniem, jak cienka jest granica między rutyną a dramatem. Prace na wysokości, nawet wykonywane prywatnie, wymagają maksymalnej ostrożności i odpowiedniego zabezpieczenia.

Wystarczy chwila. Jedno potknięcie. I wszystko zmienia się nieodwracalnie.

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy