Kongres młodych… dziadków?

Marcus Pryszberg
5 min. czytania
foto archiwum/Robert Dżygało

Świat według Marcusa

- Reklama -

Jeszcze dwa lata temu młodzi ludzie organizowali w Chełmie konferencję „Bohaterowie Marzeń”. Wśród prelegentów byli starsi, doświadczeni goście, choćby senator Józef Zając. Proporcje jednak zachowano: doświadczenie miało swoje miejsce, a reszta należała do młodych.

- Reklama -

Można więc było zaprosić autorytety i zostawić młodzieży przestrzeń do działania. Starsi mieli czym się podzielić, młodzi mieli coś do powiedzenia. Przy takim spotkaniu pokoleń mikrofon naprawdę może przechodzić z rąk do rąk. Nie musi być przekazywany dopiero w politycznym testamencie.

Dwa lata później Chełm gościł Kongres Młodych. Cztery dni rozmów, od 1 do 4 października, hasło „Młodzi dla Polski. Młodzi dla Europy”, spotkania w Muzeum Ziemi Chełmskiej. Brzmi jak zapowiedź pokoleniowej zmiany. Człowiek odruchowo wypatruje kogoś, kto dopiero wchodzi do polityki.

A potem czyta relacje i trafia na Jarosława Kaczyńskiego, Jacka Sasina, Adama Bielana oraz Macieja Wąsika. Do tego Daniel Obajtek. Przy takiej obsadzie słowo „młodzi” zaczyna oznaczać przede wszystkim tych, którzy mają jeszcze kogo słuchać.

Kongres młodych… dziadków?

Wiek jest tutaj kiepskim kryterium. Można mieć osiemdziesiąt lat i świeże spojrzenie, a mając dwadzieścia pięć, recytować partyjny przekaz z miną emerytowanego rzecznika. Mnie zastanawia coś innego: jak długo ci sami politycy mogą przedstawiać siebie jako przewodników ku przyszłości, zanim ktoś zapyta ich o rachunek za przeszłość.

Bo spotkanie z doświadczonym politykiem może być dla młodego człowieka wartościowe. Zwłaszcza wtedy, gdy wolno zapytać: skoro tyle wiecie o naprawianiu państwa, to co przeszkadzało wam wykorzystać tę wiedzę podczas sprawowania władzy? W takiej rozmowie doświadczenie wreszcie zaczyna pracować.

Mam jednak wrażenie, że polska polityka najchętniej widzi zmianę pokoleniową na widowni. Na scenie przywiązanie do tradycji bywa znacznie silniejsze. Kolejne roczniki dorastają, kończą szkoły, podejmują pracę, a nazwiska przewodników pozostają zadziwiająco odporne na upływ czasu. Gdyby podobną trwałość miały polskie drogi, od dawna nie potrzebowalibyśmy remontów.

Jarosław Kaczyński mówił w Chełmie o przyszłorocznych wyborach jako o szczególnie poważnej bitwie o los Polski. Rozumiem polityczną mobilizację. Chciałbym tylko, żeby młody człowiek, zanim dostanie przydział do kolejnej bitwy, mógł spokojnie zapytać o mieszkanie, pracę i własne życie. Patriotyzm nie zwalnia z płacenia czynszu.

Chełm przyjął wydarzenie serdecznie. Jakub Banaszek podczas otwarcia drugiego dnia mówił o dumie z goszczenia kongresu i zachęcał uczestników, by czuli się jak u siebie. Gospodarz ma prawo być gościnny. A felietonista ma prawo zauważyć, jak doskonale prawicowa polityka mieści się w tym salonie.

Patrząc na ten kongres, miałem wrażenie, że Chełm zapragnął wystąpić w roli ostatniego bastionu prawicy. Takiego z wygodnymi fotelami, sprawnym nagłośnieniem i ciepłym powitaniem. Oblężenia nie stwierdzono, ale gotowość do przyjęcia kolejnej delegacji wygląda imponująco.

Nie wiem, czy organizatorzy następnej partyjnej imprezy dostali już namiary na Chełm. Gdybym jednak szukał miejsca, w którym znane twarze polskiej prawicy usłyszą serdeczne „czujcie się jak u siebie”, po tym weekendzie wiedziałbym, pod jaki adres zajrzeć.

Chciałbym przy tym, żeby ta gościnność miała szerokie drzwi. Miasto jest wspólnym adresem ludzi o różnych poglądach. Mieszkaniec głosujący inaczej też powinien czuć się u siebie, bez konieczności odbierania identyfikatora właściwego środowiska.

Sam kongres mógł przynieść uczestnikom ciekawe rozmowy, kontakty i pomysły. Tego nie odbieram młodym ludziom, którzy do Chełma przyjechali. Właśnie dlatego interesuje mnie, co z ich pomysłów zostanie, kiedy wyjadą znani goście. Czy usłyszymy samodzielne propozycje, również niewygodne dla patronów? Czy ktoś z młodych dostanie realny wpływ na decyzje?

To byłby dla mnie najciekawszy efekt Kongresu Młodych. Chętnie przeczytałbym choćby o uczestniku, który przekonał doświadczonego polityka do zmiany zdania. Taka wiadomość miałaby w sobie więcej młodości niż najstaranniej zaprojektowany plakat.

Na razie po lekturze relacji zostają mi przede wszystkim znajome nazwiska. I myśl, że w polskiej polityce eliksir młodości musi być wyjątkowo skuteczny. Wystarczy regularnie przemawiać do kolejnych pokoleń, żeby samemu nigdy nie stać się poprzednim.

Na następną edycję proponuję prosty eksperyment: niech młodzi przez godzinę stawiają pytania, a polityczni weterani odpowiadają bez opowieści o winie przeciwników. Mikrofon zostaje na sali aż do wyjaśnienia ostatniej sprawy.

Jeśli po takim spotkaniu wszyscy nadal będą chcieli czuć się w Chełmie jak u siebie, wtedy naprawdę będzie powód do dumy.

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy