Trump, dobroczyńca ludzkości. Bomby wstrzymane „dla dobra świata”

Marcus Pryszberg
3 min. czytania

Donald Trump po raz kolejny uratował świat. Tym razem przed atakiem, który sam wcześniej zapowiadał.

- Reklama -

Prezydent Stanów Zjednoczonych poinformował, że zgodził się wstrzymać potężne uderzenie na Iran. Jak podkreślił, zrobił to „dla dobra świata”, a także z troski o przetrwanie i przyszłą pomyślność Iranu.

- Reklama -

Trudno nie uronić łzy.

Oto przywódca największego światowego mocarstwa, otoczony lotniskowcami, rakietami i bombowcami, pochyla się z troską nad losem narodu, któremu jeszcze chwilę wcześniej groził zniszczeniem. Dobry wujek Donald najpierw pokazuje kij, później odkłada go na stół i wyjaśnia, że przecież od początku chodziło mu wyłącznie o pokój.

Oczywiście pokój ma swoje warunki.

Iran ma natychmiast, całkowicie i bezwarunkowo otworzyć cieśninę Ormuz oraz zlikwidować zagrożenie związane z programem nuklearnym. Do inicjatywy ma przyłączyć się także Izrael. Jeżeli Teheran szybko zaakceptuje przedstawione oczekiwania, amerykańskie bomby pozostaną na swoich miejscach.

Brzmi niemal jak oferta handlowa.

„Podpiszcie umowę teraz, a nie zbombardujemy waszej infrastruktury. Promocja ograniczona czasowo”.

Trump twierdzi, że o wstrzymanie ataku prosił sam Iran oraz inne państwa Bliskiego Wschodu. Według medialnych doniesień ważną rolę odegrały także obawy państw Zatoki Perskiej przed irańskim odwetem wymierzonym w instalacje energetyczne.

I tu dochodzimy do sedna.

Czy ktoś naprawdę wierzy, że w tej całej historii chodzi wyłącznie o pokój, bezpieczeństwo i dobro ludzkości?

Cieśnina Ormuz jest jednym z najważniejszych szlaków transportu surowców energetycznych na świecie. Każde jej zamknięcie, ograniczenie ruchu albo nawet groźba ataków na tankowce natychmiast wpływa na ceny ropy, koszty transportu i światowe rynki. Reuters informował, że w lipcu cena ropy Brent wzrosła o około 24 procent w związku z destabilizacją regionu.

A więc Donald Trump, niczym współczesny patron światowego pokoju, mówi o przetrwaniu Iranu, dobru świata i zakończeniu nuklearnego zagrożenia. Przypadkiem najważniejszym punktem porozumienia jest jednak pełne otwarcie cieśniny, przez którą płyną tankowce, ropa i miliardy dolarów.

Przypadek?

Zapewne taki sam jak wszystkie inne przypadki w światowej polityce.

Najpierw groźba wojny podbija ceny. Później zapowiedź pokoju uspokaja giełdy. Każde słowo prezydenta przesuwa miliardy dolarów pomiędzy państwami, koncernami, inwestorami i producentami uzbrojenia.

Na końcu wszystko zostaje opakowane w podniosłe hasła o demokracji, bezpieczeństwie i trosce o zwykłych ludzi.

Trump nie zrezygnował z użycia siły. On jedynie zawiesił palec nad przyciskiem i przedstawił rachunek. Iran ma spełnić warunki, cieśnina ma zostać otwarta, ropa ma płynąć, a światowa gospodarka ma wrócić na właściwe tory.

Najlepiej takie, które prowadzą przez Waszyngton.

Prezydent USA może więc ponownie założyć kostium dobroczyńcy ludzkości i ogłosić, że powstrzymał wielką wojnę.

Wojnę, którą wcześniej sam pomógł rozpocząć.

Kto jeszcze ma złudzenia, że w wielkiej polityce chodzi przede wszystkim o ideały?

Ostatecznie zawsze chodzi o wpływy, kontrolę i pieniądze. Bardzo dużo pieniędzy.

Marcus Pryszberg

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy