AMERYKAŃSCY NAUKOWCY ODKRYLI, ŻE LUDZIE UWIERZĄ WE WSZYSTKO

Marcus Pryszberg
11 min. czytania

- Reklama -

Marcus o manipulacji, faktach i świecie, w którym prawda przegrywa z dobrze opowiedzianym kłamstwem.

- Reklama -

Miało być dzisiaj o nauczycielach hejterach.

Nie będzie.

Przynajmniej nie dzisiaj.

Temat nie zniknął. Do niego jeszcze wrócę, bo uważam, że człowiek, który zawodowo zajmuje się wychowaniem młodych ludzi, powinien szczególnie uważać na to, jakich słów używa i jakie postawy prezentuje.

Ale dzisiaj będzie o czymś znacznie większym.

Odkryciu, które może wstrząsnąć światem!

Amerykańscy naukowcy odkryli, że ludzie są skłonni uwierzyć niemal we wszystko, jeżeli tylko poinformuje się ich, że odkryli to amerykańscy naukowcy.

Brzmi wiarygodnie?

Oczywiście!

Przecież odkryli to naukowcy.

I to nie jacyś przypadkowi.

Amerykańscy!

Nie pytajcie mnie jednak, z którego uniwersytetu. Nie pytajcie, ilu ludzi przebadano. Nie pytajcie o metodologię, grupę kontrolną ani publikację naukową.

Po co psuć tak piękną historię szczegółami?

Zresztą mam dla Was jeszcze jedną wiadomość.

Właśnie wymyśliłem to odkrycie.

Nie przeprowadziłem żadnego badania.

Nie mam żadnego raportu.

Nie konsultowałem się z żadnym naukowcem.

A mimo to jestem przekonany, że gdybym opublikował tę informację jako sensacyjnego newsa, część osób udostępniłaby ją bez najmniejszego zastanowienia.

Być może nawet z komentarzem:

„No proszę! A nie mówiłem?”.

Prawda jest nudna. Kłamstwo ma lepszy marketing.

Żyjemy w czasach, w których informacja nie musi być prawdziwa.

Musi być atrakcyjna.

Najlepiej, żeby wzbudzała emocje.

Strach.

Złość.

Oburzenie.

Zazdrość.

Poczucie zagrożenia.

Bo człowiek, który się boi, często przestaje pytać.

Człowiek, który jest wściekły, chętniej udostępnia.

A człowiek, który przeczytał coś zgodnego ze swoimi przekonaniami, nie zawsze czuje potrzebę sprawdzenia, czy to prawda.

Wystarczy odpowiedni tytuł.

„Naukowcy nie mają wątpliwości!”.

„Eksperci biją na alarm!”.

„Szokujące ustalenia!”.

„Tego nie powiedzą ci w telewizji!”.

I już.

Informacja rusza w świat.

Nikt nie wie, skąd pochodzi.

Nikt nie sprawdza źródła.

Ale tysiące ludzi wiedzą już, co o niej myśleć.

Bo dzisiaj nie trzeba mieć racji. Trzeba umieć przekonać innych, że się ją ma.

Manipulacja to sztuka mówienia prawdy w taki sposób, żeby powstało kłamstwo

I tutaj dochodzimy do rzeczy znacznie bardziej niebezpiecznej niż zwykłe zmyślanie.

Bo najbardziej skuteczna manipulacja często nie polega na kłamstwie.

Polega na odpowiednim dobraniu prawdziwych informacji.

Wyobraźmy sobie mecz siatkówki.

Drużyna przegrywa 0:3.

Ale w drugim secie prowadziła 18:15.

Można więc napisać:

„Nasi zawodnicy potrafili zdominować rywala!”.

Prawda?

Prawda.

Można również napisać:

„Przez większą część drugiego seta prowadzili wyrównaną walkę”.

Też może być prawda.

A można napisać:

„Zespół poniósł zdecydowaną porażkę, przegrywając wszystkie trzy sety”.

Również prawda.

Tylko że każdy z tych komunikatów buduje zupełnie inny obraz wydarzenia.

I właśnie na tym polega problem.

Nie zawsze jesteśmy okłamywani. Czasami pokazuje się nam tylko ten fragment prawdy, który mamy zobaczyć.

Reszta zostaje poza kadrem.

Najbardziej pożądana umiejętność XXI wieku?

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że jedną z najbardziej cenionych umiejętności współczesnego świata jest manipulowanie faktami.

Nie ich poznawanie.

Nie rozumienie.

Nie wyciąganie uczciwych wniosków.

Manipulowanie.

Weźmy politykę.

Jedna inwestycja.

Dwóch polityków.

Pierwszy mówi:

„Dzięki naszym działaniom mieszkańcy otrzymają nowoczesną infrastrukturę”.

Drugi odpowiada:

„To skandaliczne marnotrawstwo publicznych pieniędzy”.

Obaj mogą mówić o dokładnie tym samym przedsięwzięciu.

Pierwszy pokaże korzyści.

Drugi koszty.

Pierwszy przemilczy opóźnienia.

Drugi nie wspomni o potrzebach mieszkańców.

A wyborca?

Wyborca dostanie gotową opinię.

Najlepiej taką, która pasuje do jego wcześniejszych przekonań.

I wcale nie musi się nad niczym zastanawiać.

Wystarczy, że wybierze swojego polityka.

On już powie mu, co jest prawdą.

Kiedyś szukaliśmy informacji. Dzisiaj szukamy potwierdzenia.

To chyba jedna z najbardziej niepokojących zmian.

Kiedyś człowiek czytał gazetę, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło.

Dzisiaj bardzo często wybiera źródło informacji, które powie mu to, co już myśli.

Jeżeli nie lubi jakiegoś polityka, chętnie uwierzy w każdą kompromitującą go wiadomość.

Jeżeli uwielbia określoną drużynę, będzie szukał usprawiedliwienia każdej porażki.

Jeżeli nie znosi jakiejś osoby, nawet neutralną informację potrafi zinterpretować na jej niekorzyść.

A algorytmy?

Algorytmy bardzo chętnie nam w tym pomagają.

Pokazują kolejne treści podobne do tych, które wcześniej przyciągnęły naszą uwagę.

I nagle okazuje się, że wszyscy wokół myślą podobnie.

Wszyscy mają takie same poglądy.

Wszyscy wiedzą, kto jest winny.

Wszyscy są oburzeni.

Tylko że to nie jest cały świat.

To jest świat, który ktoś nam wyświetlił.

A dziennikarze?

Teraz będzie trochę o moim własnym środowisku.

Bo nie zamierzam udawać, że problem dotyczy wyłącznie polityków i internautów.

Dziennikarstwo również coraz częściej przegrywa z marketingiem.

Liczą się zasięgi.

Kliknięcia.

Wyświetlenia.

Udostępnienia.

Im mocniejszy tytuł, tym lepiej.

Im większe oburzenie, tym większy ruch.

I pojawia się pokusa.

Może trochę podkręcić?

Może wyciąć jedno zdanie?

Może dać bardziej dramatyczny tytuł?

Może nie pytać drugiej strony, bo jeszcze popsuje nam historię?

Nie twierdzę, że wszyscy tak pracują.

Ale właśnie dlatego dziennikarze powinni szczególnie pilnować granicy między komentarzem a informacją.

Felietonista ma prawo do opinii.

Ma prawo prowokować.

Ma prawo być złośliwy.

Może nawet być niesprawiedliwy w swojej ocenie, choć powinien umieć ją uzasadnić.

Ale nie ma prawa wymyślać faktów i sprzedawać ich jako prawdy.

Bo kiedy dziennikarz zaczyna traktować rzeczywistość jak materiał, który można dowolnie dopasować do tezy, przestaje informować.

Zaczyna manipulować.

Najgroźniejszy jest człowiek, który nie ma żadnych wątpliwości

Zauważyliście, jak wielu ludzi jest dzisiaj absolutnie pewnych wszystkiego?

Wiedzą, jak zakończyć wojnę.

Jak naprawić gospodarkę.

Jak wychowywać dzieci.

Jak leczyć choroby.

Jak zarządzać klubem sportowym.

Jak zbudować stadion.

I oczywiście wiedzą, kto jest winny.

Nie potrzebują dokumentów.

Nie potrzebują danych.

Nie potrzebują wysłuchać drugiej strony.

Wystarczy im przekonanie.

A jeżeli ktoś przedstawi argument niepasujący do ich wizji świata?

Tym gorzej dla argumentu.

Kiedyś przyznanie się do niewiedzy było początkiem nauki.

Dzisiaj bywa traktowane jak słabość.

A przecież dwa najuczciwsze zdania, jakie może wypowiedzieć człowiek, brzmią:

„Nie wiem”.

I:

„Mogłem się pomylić”.

Nie odbierają nam autorytetu.

Przeciwnie.

Pokazują, że bardziej zależy nam na prawdzie niż na własnym ego.

Wystarczy pięć minut

Nie oczekuję, że każdy człowiek będzie codziennie analizował raporty naukowe.

Nie oczekuję, że wszyscy zostaniemy ekspertami od polityki, medycyny i ekonomii.

Ale może warto wyrobić sobie jeden prosty nawyk.

Zanim udostępnimy sensacyjną informację, poświęćmy kilka minut na jej sprawdzenie.

Kto to powiedział?

Skąd pochodzi informacja?

Czy istnieje oryginalne źródło?

Czy ktoś nie wyrwał wypowiedzi z kontekstu?

Czy materiał nie jest stary?

Czy zdjęcie rzeczywiście przedstawia opisywane wydarzenie?

Czy „amerykańscy naukowcy” mają nazwiska?

A ich badania można gdzieś przeczytać?

To naprawdę niewiele.

A jednak te kilka minut potrafi oddzielić wiedzę od manipulacji.

Największym zwycięstwem manipulatora nie jest to, że uwierzymy w kłamstwo

Jest coś gorszego.

Moment, w którym przestajemy wierzyć w możliwość ustalenia prawdy.

Kiedy na każdą informację odpowiadamy:

„Wszyscy kłamią”.

„Wszystko jest ustawione”.

„Każdy ma swoją prawdę”.

„Nikomu nie można wierzyć”.

Wtedy manipulator nie musi już niczego udowadniać.

Nie musi nawet tworzyć wiarygodnej historii.

Wystarczy, że zasieje wątpliwość.

Że przekona nas, iż nie warto sprawdzać.

Że wszystkie źródła są jednakowo niewiarygodne.

Że fakty nie istnieją.

A przecież istnieją.

Możemy różnić się w ich ocenie.

Możemy wyciągać odmienne wnioski.

Możemy mieć inne poglądy.

Ale opinia nie zmienia faktu tylko dlatego, że została wypowiedziana głośniej.

A nauczyciele hejterzy?

Spokojnie.

Nie zapomniałem.

Wrócę do tego tematu.

Bo jeżeli ktoś ma uczyć młodych ludzi samodzielnego myślenia, odpowiedzialności za słowa i szacunku do drugiego człowieka, sam powinien rozumieć różnicę między krytyką a pogardą.

Między opinią a pomówieniem.

Między dyskusją a publicznym upokarzaniem.

I właśnie dlatego dzisiejszy felieton wcale nie jest tak odległy od tego, który pierwotnie zamierzałem napisać.

Bo manipulacja zaczyna się często od słów.

Od półprawdy.

Od sugestii.

Od odpowiednio dobranego zdjęcia.

Od przemilczenia jednego istotnego szczegółu.

A kończy się czasami zniszczoną reputacją człowieka, którego nikt nawet nie zapytał o zdanie.

Amerykańscy naukowcy odkryli…

Na zakończenie wróćmy do naszego wielkiego odkrycia.

Przypomnę:

„Amerykańscy naukowcy odkryli, że ludzie uwierzą niemal we wszystko, jeżeli tylko napisze się, że odkryli to amerykańscy naukowcy”.

Nie odkryli.

Przynajmniej nie przedstawiam tutaj żadnego konkretnego badania.

To moje prowokacyjne zdanie.

Ale jeśli ktoś przeczytał tylko tytuł i pierwsze akapity, być może już zdążył uznać tę informację za prawdziwą.

I właśnie o to chodzi.

Najskuteczniejsza manipulacja nie zmusza człowieka do uwierzenia w kłamstwo. Sprawia, że sam chce w nie uwierzyć.

Dlatego nie bójmy się zadawać pytań.

Nie bójmy się sprawdzać.

Nie bójmy się zmieniać zdania.

I przede wszystkim nie oddawajmy innym prawa do samodzielnego myślenia.

Bo w świecie, w którym każdy chce nam powiedzieć, co mamy myśleć, największym przejawem niezależności może być zwyczajne pytanie:

„A skąd właściwie to wiesz?”.

I jeszcze jedno.

Jeżeli jutro przeczytacie, że amerykańscy naukowcy odkryli sposób na wieczną młodość, szczęście i bogactwo…

Zanim udostępnicie, sprawdźcie, czy przypadkiem nie napisałem o tym kolejnego felietonu.

Marcus
„Nie tylko dla akademików”

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy