Szkoły mają zużywać mniej energii, dzieci uczyć się w lepszych warunkach, a miasto płacić niższe rachunki. Tyle założenia. Teraz pora zapytać, czy przy planowaniu wielomilionowych inwestycji policzono wszystko, przeczytano wszystkie warunki i sprawdzono, czego naprawdę potrzebuje każda z placówek.
Gdyby Monty Python zabierał się za remont szkoły, zapewne wymyśliłby dach, który można objąć projektem energetycznym, ale z naprawą przecieku trzeba poczekać na osobny paragraf. Widzowie mieliby świetną zabawę. Podatnicy niekoniecznie, bo to oni dostaliby rachunek za dopisanie sensownego zakończenia.
W Chełmie podobne pytania już padły.
29 maja 2026 roku, podczas komisji budżetu radni poruszali problem planowanej termomodernizacji i fotowoltaiki w sytuacji przeciekających dachów, między innymi w Szkole Podstawowej nr 4. Władze miasta tłumaczyły, że omawiane naprawy dachów są kosztami niekwalifikowalnymi i wymagają znalezienia własnych środków. Wiceprezydent wskazywał przy tym na wieloletnie zaniedbania infrastruktury oświatowej. To obraz majowej dyskusji. Sprawdzimy, co od tamtej pory zrobiono.
Pozostaje jednak zasadnicza kwestia: czy przed rozpoczęciem inwestycji rozpoznano wszystkie konieczne roboty i zabezpieczono ich finansowanie? Bo deszcz, jak na złość, nie czyta regulaminów dofinansowania. Woda nie zatrzyma się nad szkołą tylko dlatego, że naprawa dachu nie mieści się w odpowiedniej rubryce.
Mówimy o dużych pieniądzach. Na stronach miasta opisano cztery projekty obejmujące łącznie dwanaście placówek.
To Szkoły Podstawowe nr 1, 4, 5, 7 i 8, I oraz
II Liceum Ogólnokształcące, Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 3 i Przedszkola Miejskie nr 6, 10, 12 oraz 13.
Zsumowane wartości tych projektów wynoszą około 65,79 mln zł, przy dofinansowaniu z Krajowego Planu Odbudowy sięgającym 53,49 mln zł. Są to kwoty z opublikowanych opisów, a nie potwierdzone końcowe rozliczenie wszystkich prac.
O ten końcowy rachunek trzeba zapytać szczególnie uważnie.
Miasto uzasadniało inwestycje przyszłymi oszczędnościami oraz poprawą warunków nauki. Trudno podważać sens takich celów. Można natomiast sprawdzić, czy wybrano właściwy zakres robót i rozsądnie oszacowano ich koszty.
Do naszej redakcji docierają anonimowe sygnały kwestionujące przygotowanie przedsięwzięć. Wynika z nich podejrzenie, że osoby odpowiedzialne za planowanie nie przeanalizowały dostatecznie wszystkich warunków programu i jego finansowych konsekwencji.
Mówiąc potocznie: ktoś mógł nie doczytać „małego druku”. To zarzut wymagający weryfikacji, nie nasze potwierdzone ustalenie. Dlatego sięgniemy po dokumenty i zwrócimy się o wyjaśnienia do osób odpowiedzialnych za przygotowanie inwestycji.
Samo pozyskanie pieniędzy nie zamyka sprawy. Dotacja nie jest certyfikatem rozsądku, a słowo „dofinansowanie” nie sprawia, że znika obowiązek liczenia. Trzeba jeszcze wiedzieć, ile miasto dołoży, ile będzie kosztowała eksploatacja nowych urządzeń i co rzeczywiście zyskają uczniowie oraz mieszkańcy.
Zaczniemy więc od pytania najprostszego: za ile lat te inwestycje się zwrócą? Poprosimy o wyliczenia dla każdej placówki, z rozróżnieniem pełnego kosztu przedsięwzięcia i nakładów własnych miasta. Chcemy poznać założone ceny energii, przewidywane oszczędności oraz wydatki na serwis, konserwację i późniejszą wymianę urządzeń. Obietnica niższych rachunków powinna mieć za sobą obliczenia, które da się sprawdzić.
Zapytamy również, czy każda z wytypowanych placówek rzeczywiście potrzebowała wszystkich zaplanowanych zmian. Dlaczego wybrano właśnie te budynki? Czy zakres robót wynikał z audytów i stanu technicznego? Czy jakikolwiek warunek programu wymagał udziału każdej z tych placówek, czy była to decyzja miasta?
Chcemy wiedzieć, czy rozważano tańsze rozwiązania i etapowanie prac oraz czy uwzględniono przyszłą liczbę uczniów i dalsze wykorzystanie budynków.
Nie pominiemy spraw pozornie drobnych, które po zsumowaniu potrafią kosztować bardzo dużo. Czy wymieniano elementy nadal sprawne albo niedawno remontowane? Jeżeli tak, jakie obliczenia uzasadniały taką decyzję i co stało się ze zdemontowanym wyposażeniem? Sprawny element też może wymagać wymiany, ale powinna za tym stać konkretna korzyść, a nie sam fakt umieszczenia go w kosztorysie.
Wrócimy do dachów. Poprosimy o informacje, gdzie wykonano naprawy, kiedy je odebrano i czy kolejność robót pozwoli uniknąć późniejszego demontażu nowych instalacji. Wyjaśnienia wymaga też moment rozpoznania kosztów nieobjętych dotacją. Czy znano je przed złożeniem wniosków? Kto sprawdził kompletność budżetu? Kiedy poinformowano radnych, ile naprawdę trzeba będzie dołożyć?
Chcielibyśmy zobaczyć aktualne umowy, aneksy, koszty dokumentacji, nadzoru i robót dodatkowych. Zapytamy o terminy zakończenia, odbiory oraz warunki rozliczenia wsparcia. Interesuje nas również to, kto zatwierdził założenia, kto kontroluje wykonanie i kto sprawdzi później osiągnięte oszczędności. Miasto powinno udostępnić audyty oraz porównanie zużycia energii przed modernizacją i po niej, uwzględniające pogodę i rzeczywisty sposób użytkowania szkół.
Dzieci zasługują na ciepłe i bezpieczne klasy. Remont może być konieczny także ze względu na stan budynku, nawet jeśli same oszczędności energii nie zapewnią szybkiego zwrotu wydatków. Wtedy trzeba uczciwie przedstawić takie uzasadnienie. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jaka część nakładów służy obniżeniu rachunków, a jaka usunięciu zaniedbań i poprawie warunków nauki.
Na dziś nie ma podstaw, by ogłaszać marnotrawstwo. Są jednak konkretne powody, żeby sprawdzić, czy pod hasłem oszczędzania energii nie dochodzi do przepalania pieniędzy. Jeżeli okaże się, że pominięto niezbędne wydatki, a zakres prac podporządkowano przede wszystkim możliwości wykorzystania dotacji, będzie to poważny problem. Wówczas ogólne zapewnienia o dobrych intencjach nie wystarczą.
Zbadamy tę sprawę i przedstawimy odpowiedzi miasta. Jeżeli dokumenty wykażą, że obawy były nietrafne, chętnie je odwołamy i jasno napiszemy w czym się myliliśmy . Nie mamy ambicji wygrać sporu z rzeczywistością. Chcemy zobaczyć rachunek, który się zgadza, i szkoły, w których wykonano potrzebne prace we właściwej kolejności.
Monty Python potrafił zrobić świetną komedię z absurdu. Samorząd powinien umieć zrobić remont, który nie potrzebuje takiego scenariusza.



Jak będzie deszczowa pogoda to proszę się przejść po wszystkich pawilonach szkół. Łatwo się przekonamy gdzie dachy były zrobione a gdzie nie (bo dronem polatać nie można by sprawdzić), bo nie wszędzie były zrobione a naprawy wymagają,o drożności kanałów wentylacyjnych nie wspomnę.